Tarnów: Drugi protest przeciwko dopalaczom. Czy coś da?

 

Tarnowianie zdesperowani – w mieście odbył się drugi protest przeciw dopalaczom. Czy tym razem coś da? – Stoimy tu drugi raz i nic – mówią zdeterminowani, ale i zdesperowani już tarnowianie, którzy przyszli na Wielkie Schody, by zwrócić uwagę polityków i władz miasta na problem dopalaczy, które niszczą ich kolegów albo dzieci.

Odkąd na rynku pojawiły się chemiczne, odurzające, halucynogenne czy stymulujące substancje nieznanego pochodzenia, z których producenci robią codziennie nowe mieszanki, zmieniając ich  nazwy i skład, trwa walka z wiatrakami. Politycy, sanepid i policja nie nadążają za kpiącymi sobie z nich producentami i sprzedawcami, którzy wykorzystują kruczki prawne i sprzedawanie trucizny  uchodzi im na sucho. Trucizny, bo dopalacze to np. nawozy wymieszane jeszcze z innymi substancjami, których Sanepid nie nadąża badać. – Czy tym razem protest coś da, komuś otworzy oczy? – pytają tarnowianie.

Problem dopalaczy jest naprawdę duży. Warto z tym skończyć. Kiedyś nawet nie miałam świadomości, w jaki sposób takie substancje działają na człowieka. Jeśli państwo nie jest w stanie poradzić sobie z tym problemem, to my musimy coś zacząć robić. Myślałam, że więcej ludzi zauważy ten problem. W szczególności rodzice. Ale oni nie mają czasu na nic, udają, że nie nic nie widzą – mówią protestujący.

dopalacze2

Są przekonani, że sklep w centrum miasta, mimo że pozornie zamknięty – dla policji czy sanepidu – sprzedaje codziennie dopalacze wybranym klientom. Zamontowana przy wejściu kamera ma pokazywać sprzedawcy twarz, i gdy ten uzna, że transakcja będzie bezpieczna, przyjmuje zamówienie i podaje towar. – Dwa razy widziałem. Pukają w okienko i kupują. Wracają szczęśliwi. Wydaje się w pełni legalne. Tak nie powinno być. To powinno być zlikwidowane. My jako obywatele miasta nie odpuścimy, będziemy protestować, póki ten sklep nie zostanie zamknięty. Mam nadzieję, że jesteśmy tu po raz ostatni – mówią.

dopalacze3
Protestujący tarnowianie domagają się zamknięcia sklepu. Młodzież proponuje władzom miasta rozwiązanie problemu. – Wiele mówi się o tym, że władze prowadzą profilaktykę, wywieszają plakaty. Ale jedyne ostrzeżenia, jakie widzę, to te promujące dzisiejszy protest. Ale też proszę spojrzeć – budżet miasta wnosi 738 mln zł. Średnie wynagrodzenie policjanta to brutto 4 tys. Zatrudnienie dwóch policjantów, żeby tutaj stali, kosztowałoby ich 100 tys. Ale to jedna dziesięciotysięczna budżetu miasta – twierdzą.

Jak mówi Roman Bartuś, dyrektor Sanepidu w Tarnowie, próby kontroli sklepów z dopalaczami są prowadzone cały czas już od lat. Ale nawet gdy uda się wejść i skonfiskować towar, przebadać próbki, niewiele to daje, bo przy następnej kontroli są już nowe nazwy specyfików i tak w kółko. Na Wielkich Schodach w 2015 roku nawet zamknięto sklep na 3 miesiące. Drugą skuteczną kontrolę podjęto w lipcu, gdzie zarekwirowano ponad 50 dopalaczy.

Są to trudne sprawy, mamy problem z wejściem. Kary są wysokie, ale mamy problemy z wyegzekwowaniem tych kar. Te podmioty się odwołują, zmieniają siedziby i to wszytko się przedłuża – przyznaje Roman Bartuś.

W Tarnowie są od kilku lat 2 sklepy z dopalaczami. Rocznie na tarnowski SOR trafia kilkadziesiąt osób zatrutych tymi specyfikami.

Posłuchaj relacji:

Jadwiga Kozioł, Marta Tarnowska