Plany przyszłej taryfy za wodę coraz bardziej dzielą udziałowców spółki Sądeckie Wodociągu. Miasto Nowy Sącz chce, by ościenne gminy płaciły więcej, a te buntują się w kwestii takiego rozwiązania. Sama taryfa czeka na ustalenie już od półtora roku.
Między udziałowcami spółki Sądeckie Wodociągi coraz bardziej iskrzy. Kością niezgody są między innymi plany zmian opłat za wodę i ścieki w gminach ościennych.
Aktualne władze spółki oraz Nowego Sącza, chcą by mieszkańcy spoza miasta płacili więcej od mieszkańców stolicy naszego regionu. Sprzeciwiają się temu włodarze gmin Korzenna, Nawojowa i Stary Sącz.
Na razie wodociągi nie przeforsowały nowej taryfy, a wnioski o zmianę są odrzucane przez Wody Polskie.
Według prezydenta Nowego Sącza Ludomira Handzla, mieszkańcy miasta nie mogą dłużej utrzymywać innych gmin, które również są w spółce, a co ma powodować obecna, jednolita taryfa.
– Zmierzamy do tego i pracujemy nad taką taryfą, która będzie po prostu sprawiedliwa. Mieszkańcy Nowego Sącza powinni pokrywać swoje koszty, a mieszkańcy gmin nas okalających, swoje koszty. To jest prawidłowe i ten sposób powinno się to rozwiązywać, czyli centrami kosztowo-przychodowymi i wtedy jest to jasne, przejrzyste i bardzo sprawiedliwe.
Według Ludomira Handzla chodzi o ogromne straty finansowe, jakie pozostali udziałowcy, czyli gminy, przysparzają spółce w związku z kosztami utrzymania sieci i nie tylko.
– Strata skumulowana od 1 grudnia 2022 roku do 30 listopada 2025 roku wyniosła w gminach 21 mln złotych. W tym samym czasie Sądeckie Wodociągi wpłaciły do budżetu okalających nas gmin ponad 18 mln złotych podatku od nieruchomości.
Wójt gminy Nawojowa Stanisław Kiełbasa mówi, że w proponowanej nowej taryfie opłaty wzrosną prawie trzykrotnie, co jest nieakceptowalne dla mieszkańców. Włodarz przypomniał, że ościenne gminy zostały udziałowcami spółki Sądeckie Wodociągi, co było konieczne do uzyskania ogromnych dotacji unijnych na rozbudowę sieci.
– Kiedy byliśmy potrzebni po to, żeby Nowy Sącz mógł uzyskać duże pieniądze, to wtedy zaproszono nas do spółki i podjęto uchwałę, że będzie jednakowa taryfa. Teraz, kiedy obecny prezydent Nowego Sącz przejął władztwo nad spółką, to uważa, że tak nie powinno być. Z pewnością nie będzie tak, jak sobie niektórzy marzą, że gminy nowosądeckie staną się łupem. My wykorzystamy wszelkie możliwe środki, by ta taryfa była obiektywna.
Wójt Stanisław Kiełbasa przypomniał, że podczas budowy nowych sieci w gminach, infrastruktura została wniesiona aportem do spółki Sądeckie Wodociągi.
Jak dodał, kilkanaście lat temu podczas dużych inwestycji w kilku gminach, również Nowy Sącz miał swoje korzyści z tej inwestycji.
– Ja byłem do początku przy tworzeniu tego programu i wiem, że pieniądze były dedykowane do poszczególnych gmin. U nas była sytuacja taka, że projekt na Bączą Kuninę i część Nawojowej nie był jeszcze gotowy, a pieniądze trzeba była wykorzystać. W związku z tym spółka podjęła uchwałę oraz było porozumienie z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska, że te pieniądze przejdą do miasta, czyli do dzielnicy Poręba i dzięki temu ta sieć tam została zrobiona.
Prezes Sądeckich Wodociągów Jerzy Szczecina odpowiada, że to tylko jeden przykład, gdzie i tak połowa kosztów pochodziła z dotacji, jakie uzyskała gmina, ale druga połowa była z kredytów i obligacji spółki.
Jerzy Szczecina dodaje, że samej gminie Nawojowa spółka z tytułu podatku od nieruchomości zapłaciła w przeciągu trzech lat prawie 3 mln 600 tys. złotych, mając stratę 5 mln 200 tys. złotych.
Jak twierdzi wójt Stanisław Kiełbasa, przedstawione straty w gminie Nawojowa to wina samej spółki. Dlaczego? Bo ta nie chce inwestować w kolejne przyłącza, co dałoby jej zyski.
Jerzy Szczecina odpiera również te zarzuty. Jak mówi, nie jest to opłacalne chociażby ze względu na niską gęstość zaludnienia w danym samorządzie.
– Jeżeli my w tej chwili mamy taką sytuację, że mamy mało przyłączy na kilometr, a już centrum jest zabudowane wodociągami, to jeżeli my będziemy budować dodatkowe sieci z mniejszą liczbą potencjalnych odbiorców, to będziemy jeszcze większe straty generować.
Pozostaje wrażenie, że zarówno większościowy udziałowiec, czyli miasto Nowy Sącz, a z drugiej strony większość pozostałych gmin, pozostają przy swoich twardych stanowiskach.














