Były mowy końcowe, ale wyrok nie zapadł. Proces biskupa Andrzeja Jeża dobiega końca. Sędzia wyznaczyła datę ogłoszenia wyroku.
Biskup Andrzej Jeż jest oskarżony o zbyt późne zawiadomienie organów ścigania o podejrzeniu przestępstw seksualnych wobec małoletnich, których mieli dopuścić się dwaj duchowni związani z diecezją tarnowską.
Jako pierwszy zabrał głos prokurator Marcin Stępień, który na koniec swojej mowy wniósł o karę 10 miesięcy pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 3 lata, oraz o 20 tysięcy złotych grzywny.
-Wnoszę o uznanie oskarżonego winnym popełnienia zarzucanych mu czynów i wymierzenie kary łącznie 10 miesięcy pozbawienia wolności, z warunkowym zawieszeniem wykonania na okres trzech lat próby. O zobowiązanie do informowania Sądu jeden raz na sześć miesięcy o przebiegu okresu próby, oraz orzeczenie kary grzywny w wymiarze 400 stawek dziennych, ustalając wysokość każdej na 50 zł.
Obrońcy natomiast wnosili o uniewinnienie biskupa.
Jak mówili, sprawa mająca związek z Kościołem i przestępstwami seksualnymi na nieletnich budzi zrozumiałe emocje społeczne, ale akt oskarżenia nie zarzuca biskupowi ukrywania przestępców seksualnych czy tuszowania spraw pedofilskich, a jedynie zbyt późnego zawiadomienia organów ścigania.
W mowie końcowej adw. Paulina Majtkowska podkreślała, że biskup nie może zostać ukarany symbolicznie za wieloletnie zaniechania różnych osób i instytucji.
-Sprawy dotyczące wykorzystywania osób małoletnich budzą zrozumiałe emocje. Ta sprawa wymaga jednak, żeby oddzielić emocje związane z jej przedmiotem, od prawnej oceny zachowania oskarżonego. Krzywda małoletnich oczywiście wymaga reakcji, to nie ulega wątpliwości. Powaga skali tej krzywdy nakazuje zachować równie wysoki standard przy ustalaniu odpowiedzialności innych osób. Sprawiedliwość nie polega na tym, żeby w każdej dramatycznej historii znaleźć w końcu kogoś, kogo skażemy, tylko żeby skazać wyłącznie tego, komu winę można rzeczywiście przypisać. Nie możemy zastępować winy czyjąś hierarchiczną funkcją i nie wolno czynić z jednego człowieka symbolicznie osoby odpowiedzialnej za wieloletnie działania i zaniechania wielu osób i instytucji. Nie można też skazać człowieka tylko dlatego, że społecznie oczekuje się, aby w końcu ktoś został ukarany za te dramatyczne wydarzenia z przeszłości.
Jak podkreślał jeden z obrońców biskupa, prof. Zbigniew Ćwiąkalski, bp Andrzej Jeż zawiadomił organy ścigania o przestępstwach popełnionych przez dwóch księży, kiedy tylko okazało się, że pokrzywdzeni mogli mieć mniej niż 15 lat.
Adwokat Ćwiąkalski powiedział, że biskup Jeż nie może odpowiadać całościowo za problem krzywdzenia nieletnich przez duchownych, podczas gdy oskarżenie prokuratury dotyczy czegoś zupełnie innego.
-Biskup odpowiada, i ma zarzuty, tylko i wyłącznie o to, że nie zawiadomił organów ścigania w stosownym momencie. Tylko od tej strony należy rozpatrywać tę sprawę. Ja wiem, że kumulują się tutaj różne negatywne emocje i oczekiwania społeczne, że Kościół powinien być ukarany, za to że w wielu przypadkach dopuszczał się zachowań nieakceptowalnych, natomiast musimy oddzielić jedno od drugiego. Jasne, że łatwo jest przypisać i skumulować wszystkie te zarzuty i postawić je jednej konkretnej osobie, ale proszę mi pokazać jakikolwiek inny przypadek w Polsce, gdzie akurat biskup miałby postępowanie karne z tego powodu, że nie zawiadomił o popełnionych przestępstwach. Biskup Jeż akurat zawiadomił i dopiero wtedy zaczął się jego problem. Gdyby nie zawiadomił, to pewnie miałby święty spokój.
Hierarcha od początku procesu nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu.
Sam biskup Jeż podkreślał wcześniej, że trzeba z całą stanowczością walczyć z takimi przestępstwami, a osoby skrzywdzone zasługują na szacunek i przeprosiny.
Wyrok ma zostać ogłoszony 29 października przed południem.
To już finał procesu biskupa Andrzeja Jeża. Sąd wyznaczył datę mów końcowych
Proces biskupa Jeża dłuższy niż zakładano. Kolejne rozprawy dopiero po wakacjach
’Paradoksalnie za gorliwość jestem oskarżony” – biskup Jeż po pierwszej rozprawie














