Sądeckie gminy starają się wdrażać rządowe wytyczne, co do miejsc schronienia w razie niebezpieczeństw, związanych na przykład z działaniami wojennymi. W regionie jest ponad 300 tak zwanych punktów schronienia. Powoli wdrażane są kolejne.
Na początku roku 2026 na Sądecczyźnie było około 300 punktów schronienia. Są to istniejące już budynki, jak na przykład kościoły, czy szkoły, podziemne przejścia, czy piwnice, które w przypadku na przykład ogłoszonego alarmu przeciwlotniczego mogą służyć jako podstawowe miejsce do pierwszego ludzi zabezpieczenia ludności w przypadku zagrożenia.
W tej sferze są kilkudziesięcioletnie zapóźnienia, więc jak przyznaje komendant sądeckich strażaków Sławomir Wojta, przygotowywanie takich miejsc to bardzo żmudna praca.
– Te obiekty będą oznakowywane w odpowiedni sposób, żeby oprócz tego, że będą one podane w aplikacji „Gdzie się ukryć?”, była też na budynku informacja graficzna. Zrobiliśmy te łatwiejsze obiekty, natomiast teraz musimy docierać do administratorów i zarządców, a nie jest to zawsze łatwe. Dodatkowo nie wszyscy chcą też wyrażać zgodę, aby takie miejsca wyznaczać na punkty schronienia.
A co z bardziej rygorystycznymi pod kątem wymogów ochrony Miejscami Doraźnego Schronienia? Te, choć powoli, też powstają.
Przymiarki do rządowych zaleceń już w grudniu 2025 roku miały miejsce w gminie Korzenna. Chodzi o położoną w parku podworskim stodołę, która pomimo nazwy służy do spotkań i biesiad. Zapadła wtedy decyzja o jej zaadaptowaniu na Miejsce Doraźnego Schronienia, o czym mówił wójt Leszek Skowron.
– Ciekawostka jest to, że ta stodoła jest drewniana tylko z zewnątrz, natomiast cała konstrukcja i bryła jest z żelbetonu dobrze zbrojonego. Także wbrew pozorom można by pomyśleć, że ktoś się chowa w stodole przed rakietami, czy bombami, a tutaj to miejsce jest bardzo bezpieczne i dobrze może wypełnić swoją rolę, czyli chronić.
Pierwsze realne takie miejsce powstało tuż za sądecką miedzą, bo w Bobowej w powiecie gorlickim, na początku kwietnia tego roku.
– Udało nam się naprawić przyziemie Miejskiego Centrum Kultury – mówił burmistrz Marcin Wąs.
– Zostało zrobione odwodnienie i odprowadziliśmy wodę, która sprawiała nam tu olbrzymi kłopot i szereg innych prac zostało tu wykonanych. Jest to miejsce, które pozwoli nam chociaż trochę poczuć się bezpieczniej w niepewnych czasach, jakie teraz mamy i będzie służyło naszym mieszkańcom.
W powiecie nowosądeckim szybko w kwestii Miejsc Doraźnego Schronienia w ramach dotacji z programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej działa gmina Łącko. Jedno z nich powstanie w budowanym na bazie dawnego przystanku Centrum Komunikacyjno-Społecznego, a drugie w podziemiach budowanego Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Czarnym Potoku.
Wójt Jan Dziedzina zapewnia, że na terenie samorządu mogę jeszcze powstać więcej takich miejsc.
– Oczywiście, jeśli te zapowiedzi związane z kontynuacją programu, że to ma być działanie wieloletnie będą podtrzymane, wydaje się, że tak. Mam tu na myśli zapowiedzi strony rządowej. Myślę, że to nie jest ostatni słowo gminy Łącko.
Przy dostosowywaniu konkretnych budynków na Miejsca Doraźnego Schronienia, mogą występować też problemy z przepisami, które hamują proces adaptacji. Tak jest na przykład w gminie Piwniczna-Zdrój, gdzie na takie miejsca wytypowano dwie szkoły podstawowe, w tym tę w Łomnicy-Zdroju.
– Kiedy byliśmy tam z osobami, które zawodowo zajmują się tego typu miejscami i obroną cywilną, to mówiły, że to miejsce jest wręcz do tego stworzone, a z drugiej strony zetknęliśmy się później z tymi przepisami i strażacy stwierdzili, że nie ma możliwości, aby w tymi miejscu taki obiekt powstał.
Burmistrz Piwnicznej-Zdroju podkreślił, że decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. Jak dodał samorządowcy podczas spotkań z władzami wyższych szczebli, próbują przedstawiać ten problem i apelują o zmianę przepisów tak, aby ułatwiały powstawanie miejsc schronienia.
Chociaż idzie to powoli, w sądeckich samorządach cały czas wzrasta poziom świadomości jeśli chodzi o wykonywanie wytycznych związanych z Ochroną Ludności i Obroną Cywilną.














