Światowy Dzień Pszczół, który obchodzimy 20 maja, to nie tylko promocja żywieniowego cudu natury, ale czas podsumowań i planów. Rok dla sądeckich pszczelarzy zapowiada się dobrze, ale na horyzoncie widać też niepokoje dotyczące całej branży.
Światowy Dzień Pszczół przypomina, że wkład tych niewielkich stworzeń w życie człowieka jest nie do przecenienia.
– Niektóre rośliny są zupełnie zależne, jeżeli chodzi o wytwarzanie owoców, czy też nasion właśnie od tej działalności zapylającej owadów. Bez pszczół, zbilansować zdrowo dietę, na przykład bez owoców i warzyw, byłoby nam bardzo trudno
– mówił dla Informacyjnej Agencji Radiowej dr Jerzy Samborski, specjalista od pszczół z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie.
A miodem stoi też Małopolska i Sądecczyzna. W samym Kole Pszczelarzy w Nowym Sączu zrzeszonych jest około 160 członków. Tymczasem cały Karpacki Związek Pszczelarzy liczy około 1800 osób.
Pszczelarz Zbigniew Gawryś, który ma pasiekę poza miastem na swoim przykładzie ocenia, że ten sezon może być o wiele lepszy od poprzedniego.
– Jeżeli chodzi o zimę, to w zasadzie pszczoły fajnie mi przeżyły. Wyszły z zimowli dosyć silne. Nie mogły się trochę zebrać, ale już teraz mam bardzo dużo pszczół i niektóre myślą już żeby uciekać, czyli o rojeniu. Nie mam co tego roku narzekać. Oby jeszcze pogoda była taka jak teraz, czyli piękne słoneczko.
Miody dzielą się na nektarowo-spadziowe, spadziowe i nektarowe, czyli z kwiatów. Jak mówi Zbigniew Gawryś, wszystkie są zdrowe i bardzo dobre, ale sam poleca miód wielokwiatowy.
– W miodzie wielokwiatowym znajdują się wszystko mikro, makroelementy, witaminy i wszystko to, czego nasz organizm potrzebuje Wszystkie miody mają swoje właściwości, tak jak lipowy jest na przeziębienia, czy inne to inne dolegliwości, ale ja osobiście uważam, że to właśnie wielokwiatowy jest najlepszy.
Zbigniew Gawryś mówi też o kłopotach pszczelarzy. Widać już bowiem pewne zapędy ze strony europejskiej biurokracji, które mogą być groźne dla całej pszczelarskiej branży. Czy będzie miała szansę przetrwać?
– Słyszę, że pszczoły przeszkadzają, że trzeba zmniejszać, likwidować, bo wykańczają dzikie zapylacze, na który Europie zależy. Z drugiej strony podpisuje umowy na miód z Brazylią, Chinami, nie mówiąc o Ukrainie. Myśle, że pszczelarze, którzy są nimi z pasji to przetrwają, ale mogą mieć problem Ci pszczelarze, którzy nastawiają się na biznes.
Dochodzą też inne problemy, jak opryski w rolnictwie, czy te największe, czyli choroby pszczół.
– Teraz największym kłopotem jest może nie tyle choroba, co pasożyt, który nazywa się i to jest takie największe zagrożenie od lat 80., kiedy ten pasożyt został przywleczony do naszego kraju i tak się właśnie nie możemy z nim uporać. To jest taki pajęczak, który dokucza pszczołom, osłabia ich organizmy i pszczoły są wtedy bardziej podatna na różne choroby.
– mówiła na antenie radia RDN Nowy Sącz o jednym z największych zagrożeń Barbara Pogwizd ze Stowarzyszenia Miłośników Kamionki Małej, prywatnie pszczelarka.
To wszystko pokazuje, ile trzeba wytrwałości, aby miód w ostateczności trafił na nasze stoły. Pracę pszczelarzy, ale też niezastąpioną wartość miodu i produktów pszczelarskich przybliżano dziś na przykład seniorom podczas spotkania 'Z pszczołą przez Jesień Życia”, które odbyło się na Miasteczku Galicyjskim w Nowym Sączu.














