Zamknięte drzwi wejściowe na klucz i portier sprawdzający wszystkich wchodzących – tak wygląda rzeczywistość wielu tarnowskich szkół.
Po serii ataków nożowników w polskich szkołach, a także fali gróźb, publikowanych w internecie przez młodzież, placówki wprowadziły dodatkowe środki bezpieczeństwa.
Do III Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Tarnowie uczniowie mogą wejść, ale tylko z legitymacją z chipem, która umożliwia przejście.
Dyrektor Jan Ryba mówi, że decyzja o takim zabezpieczeniu szkoły zapadła dużo wcześniej.
– W tamtym roku już zaplanowaliśmy i zrealizowaliśmy, że uczniowie mają plastikowe legitymacje, które jednocześnie służą jako chip do otworzenia drzwi. W tamtym roku były to tylko drzwi, gdzie zamontowany był rygiel, podobnie jak mamy w domofonach, natomiast w tym roku poszliśmy dalej, drzwi z ryglem zostały, a kolejne drzwi zostały wyposażone w taki dwukierunkowy kołowrotek. Odbywa się to bardzo sprawnie, uczniowie rejestrują swoje wejście, wyjście, ja za każdym razem wiem, bo zapisuje się to elektronicznie w systemie.
Kołowrotek na wejściu do szkoły powstał przy współpracy z rodzicami, którzy sfinansowali urządzenie. Dyrektor Jan Ryba w przyszłości chce wprowadzić także skanery twarzy, które pozwalają na automatyczne wykrywanie i weryfikację tożsamości.
W przestrzeni publicznej wciąż pojawiają się jednak dyskusje na temat bezpieczeństwa wewnątrz budynków. Bo choć odbijanie karty na wejściu pozwala weryfikować, kto dostaje się na teren placówki, to pracownicy nie są w stanie sprawdzić, czy któryś z uczniów nie wzniósł ze sobą ostrego narzędzia. Dlatego, jak tłumaczy Jan Ryba, dyrektor III LO, jeśli wciąż będą się powtarzać akcje z nożownikami w szkołach, to pójdzie krok dalej.
– W przyszłości zainstalujemy taki wykrywacz metalu, takie bramki, jak są właśnie na lotnisku, w sądzie, chyba taka jest przyszłość. Będziemy się przyglądać sytuacji, jaka panuje w Polsce, w Tarnowie. Jeżeli będą się powtarzać takie akty niebezpieczne, ja nie będę mieć wątpliwości i będę chciał to zrobić jak najszybciej.
Zamontowanie takich bramek wykrywających metal to koszt rzędu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, w zależności od modelu, co może przerastać budżet szkół.
Takie rozwiązania powinny być brane pod uwagę, szczególnie w dużych szkołach, jednak finansowo przerasta to możliwości placówek edukacyjnych – mówi dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Brodzińskiego w Tarnowie. Małgorzata Dulęba-Szpala przyznaje jednocześnie, że I LO na razie nie ma w planach montaż bramek wykrywających metal. Tutaj od kilku lat nie można wejść do budynku prosto z ulicy. Uczniów wpuszcza portier, a każda osoba postronna musi wyjaśnić, z kim i w jakim celu jest umówiona, wpisać się do księgi i dopiero po szczegółowej weryfikacji, może wejść do środka.
Dyrektor I LO przekonuje, że ten system się sprawdza.
– Już przy wejściu jest specjalna księga, do której wpisują się osoby, postronne, osoby, które są spoza szkoły, więc każdy jest wylegitymowany. W drzwiach jest blokada, która uniemożliwia wejście. Uczniowie nie mają jakiejś osobnej karty czy czytnika, nie było nam to potrzebne, bo ten system się po prostu sprawdzał. Uczniowie też się znają i od razu widzą i reagują, mamy też system monitoringu, który jest przy wejściu, więc jeżeli zobaczymy coś niepokojącego, to w miarę możliwości jest to szybko wykrywane.
O ile do szkół ponadpodstawowych uczniowie przychodzą sami, to większy kłopot z obecnością dużej liczby osób jest w podstawówkach. Tutaj rodzice przyprowadzają dzieci, którym niejednokrotnie chcą także towarzyszyć w szatni.
Po ostatnich atakach nożowników w polskich szkołach, wiele placówek ograniczyło jednak tę możliwość. Tak jest między innymi w Niepublicznym Zespole Szkolno-Przedszkolnym Stowarzyszenia ‘Siódemka’ w Tarnowie. Dzieci do środka wpuszcza portier, a rodzic zostaje przed wejściem. Podobnie jest przy odbieraniu dzieci ze szkoły. Dyrektor Anna Mach przyznaje, że nie wszyscy rodzice byli tym zachwyceni, ale nie ma innego wyjścia, jeśli uczniowie mają być bezpieczni. Jak dodaje, nieobecność rodzica w szatni, czy brak możliwości wejścia członka rodziny na teren szkoły, może wpłynąć też pozytywnie na dzieci, które powinny uczyć się także samodzielności.
– Powoli będzie to z korzyścią dla nas wszystkich, bo nie znamy całej rodziny wszystkich naszych dzieciaków, więc lepiej będzie, jeżeli każdy będzie się czuł bezpiecznie, a jeżeli dziecko będzie potrzebować pomocy w szatni, to udzielą jej pracownicy szkoły. Przy okazji może też nauczymy dzieci odpowiedzialności, że trzeba zabrać ze sobą koszulkę na wf, spakować pracę domową i wszystkie zeszyty, a nie musi już rodzic później przywozić to do szkoły i donosić dziecku. Próbujmy w każdej sytuacji znaleźć coś pozytywnego.
Zaostrzone środki bezpieczeństwa w szkołach zostały wprowadzone po serii ataków nożowników, do których doszło w minionym tygodniu. W Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem 15-latek ranił trzy osoby. Zmarła szkolna woźna. Dzień wcześniej, w Zespole Szkół Zawodowych w Ostrołęce 19-latek zaatakował nożem dziewięć osób – pięciu uczniów, dwóch nauczycieli i dwie osoby postronne.
Te sytuacje otworzyły debatę dotyczącą bezpieczeństwa w polskich szkołach. Wiele placówek tylko w ostatnich dniach mocno ograniczyło wejście do swoich budynków.
Przy szkołach pojawiło się więcej policji. Funkcjonariusze apelują do rodziców, by rozmawiali ze swoimi dziećmi, interesowali się ich problemami i nie bagatelizowali sygnałów, które mogą świadczyć o zagrożeniu. Uczniowie powinni zachować czujność, ale nie ulegać panice.
Policja przy szkołach także w kolejnych dniach. 'Nie panikować, ale reagować’















