Sposób opieki nad kotami w Tarnowskim Azylu dla Zwierząt stał się przedmiotem publicznej dyskusji. Jedna z działających w mieście fundacji zwraca uwagę m.in. na wysoki wskaźnik śmiertelności kotów, sposób wydatkowania środków finansowych oraz zasady przyjmowania zwierząt wymagających pomocy. Kierownictwo Azylu zapewnia natomiast, że wprowadzono zmiany mające poprawić warunki leczenia i ograniczyć rozprzestrzenianie się chorób.
Krzysztof Giemza, który w Tarnowie prowadzi szpital dla kotów, uważa, że śmiertelność zwierząt trafiających do miejscowego schroniska jest znacznie wyższa niż w innych miastach o podobnej wielkości. Jego zdaniem jedną z przyczyn może być zbyt niski udział środków przeznaczanych na leczenie kotów.
-Oczywiście, tych pieniędzy, okazuje się, że jest mało. 67 procent to są wynagrodzenia i inne koszty administracyjne. 14 procent to są koszty weterynaryjne. To są żarty. Tylko 14 procent idzie na leczenie i ratowanie zwierząt? Stąd jest tak wysoka śmiertelność. Urząd nigdy nie podjął dyskusji, nie odpowiedział co ich zdaniem jest przyczyną tak wysokiego wskaźnika śmiertelności kotów. Poprzedni rok, według Państwowego Inspektoratu Weterynarii, to było 58 procent śmiertelności. Są miasta porównywalne pod względem populacji i innych danych, gdzie przy podobnej ilości przyjmowanych zwierząt, śmiertelność wynosi 4 procent.
Prezes Fundacji 'Zmieńmy Świat’ w rozmowie z reporterką radia RDN poinformował również, że niejednokrotnie spotkał się z odmową przyjęcia do Tarnowskiego Azylu kotów potrzebujących pomocy.
-Kiedy ludzie dzwonią do Tarnowskiego Azylu, zostają poinformowani, że koty, które potrzebują pomocy, nie będą przyjmowane. Za koty kwalifikujące się do przyjęcia uznaje się tylko koty powypadkowe i ślepe mioty, czyli w takim przypadku, jedynym zadaniem Azylu będzie poddanie ich eutanazji, zgodnie z przepisami prawa. Do nas ludzie często dzwonią, że w pobliżu ruchliwej ulicy chodzą małe kocięta i wiadomo, że prędzej czy później wpadną pod samochód, ale ponieważ Azyl ich nie przyjmuje, to co mogą zrobić? Stać przy ulicy i patrzeć, aż ten kot wpadnie pod auto, wtedy przyjadą, zabiorą i pójdzie do spopielenia albo eutanazji?
Do zarzutów odniosła się kierownik Tarnowskiego Azylu dla Zwierząt. Agnieszka Archacka, która objęła to stanowisko pod koniec ubiegłego roku, jako jedną z przyczyn odnotowanej w 2025 roku wysokiej śmiertelności wśród kotów, wskazuje choroby wirusowe.
Dodaje jednak, że od tego czasu podjęte zostały działania mające zapobiegać przenoszeniu się chorób między zwierzętami. Jak tłumaczy, aktualnie koty będące w trakcie leczenia znajdują się w osobnym kontenerze i nie mają kontaktu ze zdrowymi osobnikami.
-Żeby zapobiec tym wszystkim chorobom, szczególnie wśród małych kotów, każdy kot, który do nas przychodzi, jest testowany, m.in. pod kątem chorób wirusowych. Na tej podstawie później umieszczamy go w odpowiednim kontenerze – izolatce dla kotów, albo kot pozostaje dłużej w kwarantannie i jest leczony pod kątem chorób wirusowych. Cały czas są pod kontrolą, pani doktor czy naszych techniczek weterynarii. Zwiększyliśmy zatrudnienie, zatrudniliśmy osoby wykwalifikowane, które mają doświadczenie i wiedzę, to techniczki weterynarii.
Agnieszka Archacka dodaje również, że zwierzęta przebywające w Azylu aktualnie objęte są szczególną opieką ze względu na wysokie temperatury.
-Założyliśmy we wszystkich kociarniach klimatyzację, ze względu na upały, które podejrzewam, że jeszcze wrócą. Regularnie wymieniana jest woda, zarówno na wolierach, gdzie przebywają koty, jak i w środku. Są dyżury, wieczorami przyjeżdżają panowie z interwencji, czy też nasi pracownicy, cały czas dolewają wody do misek. Schładzają boksy. Malutkie kotki karmione są trzy razy dziennie – pracownicy przyjeżdżają 3 razy dziennie doglądać zwierząt. Te zwierzęta mają cały czas zapewnioną opiekę.
Kierownik poinformowała również, że liczba kotów jakie Azyl może przyjąć jest ograniczona i wynika z przepisów prawa.
-Mamy określoną liczbę kotów, które możemy przyjąć. Tę liczbę podaliśmy. Chodzi o dostępną powierzchnię i warunki. Jeżeli kot jest z wypadku, to on musi trafić do nas. Natomiast bardzo często jest dużo zgłoszeń z działek, gdzie są skupiska kotów, które są dokarmiane, niewysterylizowane i które się mnożą. My zawsze pytamy, czy gdzieś jest matka, czy koty jedzą same, czy to duże koty. Zawsze mówimy, że trzeba wstrzymać się, poczekać i zobaczyć, czy matka przyjdzie do małych kotków.
Agnieszka Archacka dodaje jednak, że w sytuacjach, kiedy zagrożone jest życie zwierząt, schronisko nie odmawia pomocy.
-Ostatnio na facebooku ktoś udostępniał, że jest mały kotek na ul. Brodzińskiego, którego wzięliśmy prosto do siebie, ze względu na niebezpieczeństwo, że ten kotek może wpaść pod samochód. Takie kotki zbieramy, natomiast jeśli ktoś dzwoni, z prywatnej posesji, a dzwonią ludzie, którzy dokarmiają koty, które do nich przychodzą, te koty się rozmnażają, w takim przypadku musimy się zastanowić, dowiedzieć się czy jest ich matka, albo mówimy, że weźmiemy te kotki, ale niech matka je jeszcze wykarmi, niech małe jeszcze będą z matką.
Do sprawy odniósł się również prezydent Tarnowa. Podczas audycji Słowo za Słowo Jakub Kwaśny zauważył, że wolnożyjące koty są częścią miejskiego ekosystemu i nie wszystkie wymagają interwencji związanej ze zmianą ich miejsca bytowania.
-Myślę, że powinniśmy trochę nasz program opieki nad zwierzętami zmodyfikować, tak, żeby poprawić opiekę nad kotami dziko żyjącymi, to znaczy tymi, które są elementem naszego ekosystemu, ale które mają prawo do tego, żeby żyć sobie swobodnie w mieście i wykonywać pożyteczne funkcje. Widziałem w wielu krajach tego typu budki, fundusze na dokarmianie kotów, miejsca schronienia w okresie zimowym. Są też osoby – wolontariusze i fundacje, prowadzące taką działalność. Myślę, że od przyszłego roku będziemy chcieli taką działalność wesprzeć.
W Tarnowskim Azylu dla Zwierząt aktualnie znajduje się 67 kotów i 71 psów.
Od początku tego roku nowy dom udało się znaleźć 43 kotom i 80 psom.














