
Burmistrz Radłowa zostaje na stanowisku. Referendum, przeprowadzone w niedzielę (19.04.) jest nieważne, ze względu na zbyt niską frekwencję. Burmistrz Mateusz Borowiec dla Radia RDN Małopolska udzielił komentarza po głosowaniu.
Do urn referendalnych poszło niespełna 600 osób – to znacznie mniej, niż liczba wymagana do uznania wyniku referendum za wiążący. Do odwołania burmistrza potrzebna była zwykła większość w głosowaniu, a do urn musiałyby pójść 2452 osoby.
Burmistrz zwrócił uwagę, że nie wszyscy mieszkańcy, którzy chcieli zorganizowania referendum, pojawili się w niedzielę przy urnach.
-To referendum pokazało, że wśród mieszkańców nie ma zgody na agresję polityczną, na ośmieszanie naszej gminy, na takie ataki, które miały miejsce. Chciałbym również podkreślić, że na referendum poszło mniej osób, niż podpisało się pod wnioskiem w sprawie jego organizacji.
Inicjatorzy referendum zarzucali burmistrzowi m.in. zwiększanie zadłużenia gminy, spadek liczby inwestycji oraz chaos w polityce kadrowej urzędu.
Było to pierwsze referendum w powiecie tarnowskim od 10 lat. Podobnie jak ostatnie, i to zakończyło się zbyt niską frekwencją, która w tym przypadku wyniosła niecałe 8%.
Koszt organizacji głosowania w sprawie odwołania burmistrza musi zostać pokryty z gminnego budżetu – zauważa Mateusz Borowiec.
-Koszt organizacji referendum dla naszej gminy, bo jest ono finansowane z gminnego budżetu, to około 100 tys. zł. Chciałbym podziękować wszystkim mieszkańcom za wsparcie, które było dla mnie bardzo ważne i pozwoliło mi przejść przez ten trudny czas. Ze względu na niską frekwencję, wynik referendum jest nieważny.
Mieszkańcy gminy, których spotkaliśmy na radłowskim rynku, w referendum nie brali udziału. Jak mówili, Mateusz Borowiec na tym stanowisku jest dość krótko, i według nich, nie miał jeszcze czasu, by się wykazać.
-Jeżeli obecny burmistrz nawoływał do tego, żeby nie iść, a wybraliśmy go dużą większością głosów, to uznałam, że dlaczego ja mam młodego człowieka odwoływać, skoro ja go jeszcze dobrze nie poznałam. Dajmy mu się poznać, zobaczymy co zrobi, jak to będzie wyglądało. – mówiła mieszkanka gminy Radłów.
-Uważam, że pan burmistrz dobrze sobie radzi. Mój brat też nie był na referendum, z takiego samego powodu. Dobrze sobie radzi, ja nic do niego nie mam, nawet głosowałam na niego w ostatnich wyborach. – dodawała Radłowianka.
-Nie brałam udziału w referendum. Ma czas na to, żeby się wykazać. Myślę, że wielkich szkód nie narobił. To referendum kosztowało podobno 100 tysięcy złotych. Niech ci, którzy sobie referendum wymyślili, płacą z własnej kieszeni, a nie z pieniędzy podatników. -mówiło starsze małżeństwo, napotkane na Placu Kościuszki w Radłowie.
Do wyniku referendum odnieśli się też w mediach społecznościowych jego inicjatorzy. Pogratulowali burmistrzowi sprawnie przeprowadzonej kampanii referendalnej i życzyli utrzymania do końca kadencji zwiększonej aktywności.
Podziękowali też wszystkim, którzy wzięli udział w głosowaniu.
Burmistrz Radłowa o niedzielnym referendum: 'Ja nie pójdę i apeluję do mieszkańców, aby nie szli’














