Izby porodowe zamiast oddziałów szpitalnych – taki kierunek zmian w opiece okołoporodowej budzi sprzeciw byłej wiceminister zdrowia.
Poseł Prawa i Sprawiedliwości Józefa Szczurek-Żelazko, w porannej audycji 'Słowo za Słowo”, skrytykowała propozycje Ministerstwa Zdrowia dotyczące tworzenia izb porodowych i pokojów narodzin, w miejscach gdzie do najbliższej porodówki jest więcej niż 25 kilometrów.
Parlamentarzystka zwracała uwagę, że izby porodowe funkcjonowały już w przeszłości, jednak ich standardy odbiegały od dzisiejszych wymogów bezpieczeństwa.
– Dla mnie to jest skandal, bo jest to cofanie się o kilkadziesiąt lat, jeżeli chodzi o zapewnienie opieki okołoporodowej kobietom – matkom i noworodkom. To cofanie wszystkich osiągnięć, które do tej pory zostały wypracowane w zakresie bezpieczeństwa i warunków porodu. Kiedyś istniały izby porodowe, ale jeżeli spojrzymy na wskaźniki umieralności okołoporodowej kobiet i noworodków, były one znacznie wyższe niż w sytuacji, gdy porody odbywały się w szpitalach pod profesjonalną opieką – podkreślała na antenie RDN Małopolska.
Zdaniem poseł Szczurek-Żelazko, likwidacja oddziałów położniczych jest bezpośrednim skutkiem złych decyzji finansowych Narodowego Funduszu Zdrowia.
– Za poród fizjologiczny NFZ płaci niecałe 4 tysiące złotych, co musi pokryć koszty porodu, pobytu kobiety po porodzie oraz opieki nad noworodkiem. W takiej sytuacji wiele szpitali, szukając oszczędności, decyduje się na zamykanie porodówek. Rząd zmusza samorządy do podejmowania dramatycznych decyzji – podsumowała była wiceminister zdrowia.
Jak zaznaczyła, skutki tych decyzji są już widoczne w regionach. Od początku roku kobiety nie mogą rodzić w Dąbrowie Tarnowskiej, a dojazd z gminy Szczucin na Powiślu do Tarnowa zajmuje ponad godzinę. Wcześniej zamknięto porodówki w Brzesku oraz Krynicy-Zdroju, co wywołało duże poruszenie społeczne.














