Nie ma przyzwolenia na hejt – i nie powinno mieć znaczenia, czy obrażamy kogoś w internecie, czy prosto w twarz – mówi komendant Straży Miejskiej w Tarnowie Krzysztof Tomasik.
Tydzień Przeciwdziałania Przemocy Rówieśniczej, Przemocy i Hejtowi to okazja, by mówić o przemocy nie tylko wśród młodych ludzi. Z hejtem spotykają się także strażnicy miejscy.
Jak mówił na antenie RDN Małopolska Krzysztof Tomasik, funkcjonariusze są obrażani zarówno bezpośrednio podczas interwencji, jak i w sieci.
– Są krzywdzeni słownie tylko za to, że wykonują swoją pracę, do której zostali powołani w sposób należyty i sumienny. Nie ma na przykład podstawy, dla której ktoś w internecie wyraża się, że to jest banda na przykład nierobów, że to są ćpuny. Ja sobie nie wyobrażam, chyba że ktoś ma dowód na to, żeby mówić o strażniku, że jest ćpunem. Z jakiej racji w ogóle tak można o kimś powiedzieć? Albo żeby spalić, zrównać z ziemią, zabić. No to jest coś nieprawdopodobnego.
Strażnicy przypominają, że krytykować można wykonywanie ich pracy, ale nie oznacza to zgody na znieważanie czy grożenie funkcjonariuszom.
Granica między ostrą krytyką a znieważeniem czy groźbą może być jednak bardzo cienka. Strażnicy, podczas wykonywania swoich obowiązków, korzystają z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych. Niektóre sprawy trafiają więc do prokuratury i sądu.
– Trzeba uważać co się mówi. No i dla mnie, wyrażanie się o kimś, że jest ćpunem, o urzędniku, no to już jest absolutne, absolutne przekroczenie jakichkolwiek dopuszczalnych prawem granicy. Funkcjonariusz Straży Miejskiej wykonując swoją pracę ma tak zwaną ochronę funkcjonariusza publicznego. Ustawodawca dał nam taką możliwość i z niej korzystamy, kiedy kierujemy wniosek do prokuratora o ściganie, to właśnie posiłkujemy się tym zapisem.
Komendant przyznaje, że nie wszystkie postępowania kończą się jednak po myśli strażników. Kilka spraw zostało umorzonych, dlatego Straż Miejska zapowiada składanie zażaleń.
Co ciekawe, osoby, które dopuściły się znieważenia, nie zawsze zdają sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Krzysztof Tomasik wspomina rozprawę, podczas której sprawca nie widział nic niewłaściwego w użytych przez siebie słowach.
– Byłem na takiej rozprawie, kiedy człowiek w ogóle nie widział nic zdrożnego w tym, co powiedział. Nawet sędzia był zaskoczony, zadając pytanie, czy gdyby takie sformułowanie użył w stosunku do sędziego, czułby powagę sytuacji i czułby, że to jest niewłaściwe sformułowanie i tak nie powinno się zdarzyć. Ta osoba w ogóle nie miała świadomości, nie wyrażała skruchy w żaden sposób, więc nie wiem, skąd biorą się takie zachowania. Były też przypadki w historii, kiedy osoby przez telefon funkcjonariuszy Straży Miejskiej, dyżurnych obrażały, później wyroki, które zapadały w sądach, albo w prokuratorach poza granicami naszego miasta, bo się okazało, że osoby dzwoniły spoza granic naszego miasta i nas obrażały, bardzo mocno przepraszały i prosiły o wycofanie spraw.
Hejt w internecie nie jest więc anonimowy ani zawsze bezkarny. A konsekwencje mogą być konkretne: od grzywny i prac społecznych, przez ograniczenie wolności, po warunkowe umorzenie z okresem próby i obowiązkiem wpłaty pieniędzy na wskazany cel.














