Wieloletni proboszcz jednej z parafii w diecezji tarnowskiej ofiarnie uczestniczył w Bitwie Warszawskiej, 106 lat temu. Historię księdza Jana Jarosza, proboszcza parafii Czermin koło Mielca, opowiedział Radiu RDN jego krewny, Robert Malik.
Mieszkaniec Tarnowa wszedł w posiadanie pamiątek po dziadku, wśród których znalazły się książki, liczące już nawet 100 lat. Jedna z nich to relacja uczestnika Bitwy Warszawskiej – oficera armii, wycofującej się przed bolszewikami.
-Książka nosi tytuł 'Odwrót’. To jest garść wspomnień i obrazków wojennych, na podstawie pamiętnika adiutanta 67. Pułku Piechoty, wydane w roku 1926. To nie jest opis żołnierza, który zakończył już służbę wojskową i wpadł na pomysł pisania pamiętnika. To jest pisane na żywo, w trakcie odwrotu. To nie jest kolorowane jakimiś opowieściami. To relacja z dnia na dzień. Ja to bardzo osobiście odczytuję, ponieważ w mojej rodzinie, brat mojej babci był księdzem, a wcześniej uczestnikiem Bitwy Warszawskiej.
Późniejszy ksiądz Jan Jarosz, zgłosił się do polskiej armii na ochotnika w 1919 roku. To właśnie trudne przeżycia z czasu wojny doprowadziły go do rozeznania swojego powołania i wstąpienia do tarnowskiego Seminarium – opowiada Robert Malik.
-Był wtedy 20-letnim chłopakiem. Został w tej bitwie ranny, przeżył ciężkie kontuzje. To przeżycia naszego rodaka, te przemyślenia wojenne, spowodowały o jego wyborze drogi życiowej. Zaraz po wojnie wstąpił do Seminarium Duchownego w Tarnowie, a już w 1924 roku otrzymał święcenia kapłańskie w tarnowskiej katedrze.
Robert Malik odczytał fragment wspomnień adiutanta Tadeusza Pietrykowskiego, z książki wydanej w 1926 roku.
Nasz rozmówca zwraca uwagę, jak przepełniony wiarą jest opis nabożeństwa przed jedną z bitew wojny polsko-bolszewickiej. Być może w tej samej Mszy Świętej polowej uczestniczył przodek pana Roberta, późniejszy ksiądz Jan Jarosz.
-’Walczcie mężnie i ofiarnie, tak jak ojcowie walczyli. Nie czerwonej, lecz białej Polski chcemy. O taką Polskę Boga prosimy. Boże, dopomóż naszemu orężowi i pobłogosław nam. Po żarliwej modlitwie zaintonowano 'Boże, coś Polskę…’, i wszyscy śpiewaliśmy głosem błagalnym: 'Ojczyzny wolność zachowaj nam, Panie’. Śpiewał oficer, śpiewał żołnierz, i stary, i młody, i 16-letni ochotnik śpiewał, także licznie zgromadzony lud wiejski’. Być może, śpiewał tam także późniejszy ksiądz Jan Jarosz, dwudziestoletni wówczas ochotnik.
Jako ksiądz, Jan Jarosz był administratorem parafii w Czermnej i Żurowej, przyjeżdżał też na uroczystości religijne do Ołpin. W 1932 roku objął probostwo w Czerminie pod Mielcem.
Dwa lata później, w czasie wielkiej powodzi, pomagał lokalnej społeczności, dostarczając łódką wodę pitną i chleb do okolicznych wsi. Gdy na miejsce katastrofy przyjechało wojsko, widząc zaangażowanie duchownego w pomoc ludności, żołnierze wystąpili z wnioskiem o nadanie księdzu Jaroszowi Złotego Krzyża Zasługi.
Ks. Jan Jarosz pozostał na probostwie w Czerminie do 1942 roku. Wobec groźby aresztowania, ukrywał się przed Niemcami, a do parafii wrócił w ostatnim roku II wojny światowej. Z wojennych zniszczeń odbudował kościół, plebanię i pobliskie budynki gospodarcze.
W 1984r. obchodził jubileusz 60-lecia kapłaństwa, zmarł rok później w Mielcu. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Czerminie.














