To nie były zwykłe majowe przymrozki, ale prawdziwy mróz – podkreślał na antenie RDN Małopolska wójt gminy Gręboszów Krzysztof Gil, który sam również prowadzi gospodarstwo rolne.
Jeszcze przed 'zimnymi ogrodnikami’ temperatury w regionie spadły nawet do minus 6 stopni, a skutki gwałtownego ochłodzenia szczególnie mocno odczuli rolnicy.
Gmina Gręboszów ma typowo rolniczy charakter, a wielu mieszkańców utrzymuje się głównie z upraw roślinnych.
Jak mówił w programie Słowo za Słowo wójt, największe straty widać dziś przede wszystkim na plantacjach rzepaku. Uszkodzenia pojawiły się jednak także w innych uprawach.
– Jeżeli rośliny były pokryte grubą warstwą lodu, kwiaty zostały odmrożone, niektóre rośliny zostały całkowicie zniszczone i temperatura przy gruncie sięgała minus 5-6 stopni, to był już mróz, a nie przymrozki. Jesteśmy gminą naddunajecką, nadwiślańską i w zależności od położenia terenu najbardziej ucierpiały drzewka owocowe choć u nas nie ma ogromnych sadów, ale uprawy rzepaku czy wschodzące fasolki szparagowe, ziemniaki lub inne warzywa mocno ucierpiały. Część się odbudowało, ale plony na pewno nie będą takie jak w zeszłym roku.
Rolnictwo pozostaje podstawą lokalnej gospodarki. W gminie dominują uprawy rzepaku, pszenicy, soi i grochu, dlatego każda gwałtowna zmiana pogody mocno odbija się na sytuacji mieszkańców.
Rolnicy liczą teraz na wsparcie i wypłaty od firm ubezpieczeniowych. W wielu gospodarstwach straty mogą okazać się bardzo dotkliwe finansowo.

