Sprzedawcy i klienci 'Małego Burku” przy ul. Klikowskiej alarmują o absurdalnej sytuacji, która ma tam miejsce. Jak relacjonują, jeden z właścicieli placu, stawia właśnie na środku targowiska mur, mający ogrodzić jego połowę, od części sąsiada.
Według właścicieli stoisk znajdujących się za konstrukcją, mur nie tylko zasłoni niemal całkowicie ich sklepy, ale również znacznie utrudni dojście do nich klientom i dostawcom.
Aby dostać się do znajdującego się na wprost głównego wejścia sklepu spożywczego, będzie trzeba teraz okrążyć cały plac.
-Nie będzie dojścia dla klientów. Na pewno będzie to utrudnione. Dużym problemem będzie dla nas dostawa towaru. Nie będzie przejścia, dostawy będą mogły być tylko z jednej strony. Na pewno niektóre piekarnie odmówią współpracy, bo nie mają obowiązku aż tak daleko nam donosić towaru. Dla nas to będzie naprawdę duży problem. Dla klientów też, bo jest tu dużo starszych osób, a muszą tu dochodzić okrężną drogą. Podejrzewam, że przez to się nie utrzymamy.
Właścicielka sklepiku z kosmetykami zauważa, że mur uniemożliwia dostanie się do jej stoiska na przykład matkom z wózkami lub osobom niepełnosprawnym.
-Ja mam sklep tam na końcu i od czwartku jestem zastawiona takim jakby rusztowaniem. Według właściciela wszystko jest oficjalnie dobrze. Całą niedzielę czytałam różne akty prawne. I według tego co wyczytałam, nawet właściciel nie ma prawa zastawić mi sklepu w taki sposób, żebym nie miała nawet pół metra przejścia do otwartych drzwi. To będzie musiało upaść. Szkoda nam klientów i nas. Ja tutaj jestem prawie 30 lat. Klientów mamy super. Nie wiem o co tutaj chodzi. Nawet jeśli jest walka między właścicielami to powinni się jakoś dogadać między sobą, a nie robić takie rzeczy.
Właścicielka sklepu dodaje też, że zamierza zgłosić sytuację do Nadzoru Budowlanego.
Za murem znajdzie się również kwiaciarnia i warzywniak. Właściciele starają się informować klientów o tym, jak mogą się do nich dostać, jednak już przewidują duże straty.
-Mur nam stanie przed samym wejściem i na pewno jest to ograniczenie, jest to strata. Klienci pytają, a my nie do końca wiemy o co chodzi. Możemy się jedynie domyślać, że jest jakiś spór. Ale informujemy, że na pewno będzie jakieś dojście do nas i zapraszamy od strony wejścia na plac PCK od strony uliczki. My nie mamy wpływu na to.
Właścicielka części placu, która znajdzie się za murem, Ewa Chlebuś tłumaczy, że konflikt rozpoczął się po śmierci ojca drugiego właściciela. To właśnie ze zmarłym sąsiadem ustalane były zasady współpracy, do których według Pani Ewy, jego syn się nie stosuje.
-Przez 35 lat działania tego placu, było tutaj dojście obiecane mi przez ojca sąsiada. Teraz nagle to przejście jest likwidowane. Sąsiad to zamyka, zagradza, utrudnia ludziom pracę. Działa koparką w dzień, tutaj gdzie ludzie chodzą, stwarza ryzyko i odgraża się, straszy tych ludzi. Oni tu pracują. Z tego żyją, a on chodzi i mówi, że zrobi tak, że nic tu nie będzie. Wszyscy żyjemy od trzech miesięcy w takim stresie, że ja już jestem chora z tego.
Ewa Chlebuś skierowała już sprawę do sądu. Przyznaje jednak, że procedury trwają długo, a w tym czasie mur rośnie.
Właściciela części placu znajdującej się przed murem spotkaliśmy przy budowanym przez niego murze, ale nie chciał komentować tej sytuacji.

