Dla nich granice nie istnieją – są tylko wyzwania, które można pokonać wspólnie. Wolontariusze z Fundacji Szerpowie Nadziei każdego dnia udowadniają, że marzenia o zdobywaniu górskich szczytów są w zasięgu ręki także dla osób z niepełnosprawnościami.
Swoich podopiecznych, których nazywają Skarbami, często na własnych plecach wynoszą na szczyt, bo chcą by każda osoba, niezależnie od ograniczeń, miała szansę doświadczyć niezapomnianej przygody w górach.
Wśród wolontariuszy ogólnopolskiej fundacji są także mieszkańcy regionu tarnowskiego. O swojej działalności opowiadali na antenie RDN Małopolska.
– Chcemy, aby każda osoba, niezależnie od ograniczeń, miała szansę doświadczyć niezapomnianej przygody w górach – mówi Sylwia Popiela-Kawa.
– Jesteśmy grupą osób, które postanowiły pomóc osobom z niepełnosprawnościami zdobywać górskie szczyty. Czasami robimy to dosłownie – wnosimy naszych podopiecznych na plecach. Krok po kroku pokonujemy każdą trudność i widzimy, jak te wyprawy ich zmieniają. Pojawia się odwaga, pewność siebie. To dla nich prawdziwy wiatr w żagle
Tobiasz Paluch podkreśla, że ich działania i wspólne doświadczenia zmieniają życie podopiecznych, ale mają również ogromny wpływ na samych wolontariuszy.
– Na pierwszy wyjazd jechałam z ciekawością, ale też niepewnością. Wróciłam jako zupełnie inny człowiek. Te wyprawy zmieniają także nas. Spełniamy czyjeś marzenia, ale jednocześnie zyskujemy perspektywę i widzimy, że nasze codzienne problemy są niewielkie. Jeśli zbierze się grupa ludzi gotowych działać, nie ma rzeczy niemożliwych.
Bartłomiej Bodzek przypomniał historię z 2020 roku, która dała początek tej idei
– Taki nasz kolega z czterokończynowym porażeniem mózgowym Maciej Skowronek postanowił, że dołączy do obozu harcerskiego 36. Harcerskiej Drużyny Czerwonych Beretów. Obóz był przeznaczony dla osób pełnosprawnych, jednak Maciek uparcie twierdził, że on – poruszający się na wózku – nadaje się do udziału w tym obozie. W planach było zdobycie najwyższego szczytu Bieszczad – Tarnicy. I wówczas Krzysztof Sobczyk i Jakub Flasz postanowili, że albo na szczyt idą wszyscy, albo nie idzie nikt. Zorganizowano największy możliwy plecak turystyczny, wycięto w jego dnie dwa otwory na nogi Maćka, zapakowali go do tego plecaka i samodzielnie we dwóch wnieśli go na szczyt Tarnicy. I po udanej akcji, kiedy odpoczywali sobie na parkingu, Maciej wymyślił, że teraz chciałby na Giewont. Kilka miesięcy później, już w warunkach zimowych, Maciek na tym Giewoncie się znalazł, również dzięki tej ekipie. I tam powstała myśl, że skoro jest nas kilka osób i spełniliśmy marzenie – wydawałoby się rzecz niemożliwą do zrealizowania, to trzeba
Fundacja dynamicznie się rozwija. Dziś to już ponad 600 wolontariuszy, około 750 podopiecznych i aż 550 spełnionych marzeń.
W najbliższą niedzielę, 26 kwietnia, na placu przy kościele parafialnym w Ryglicach odbędzie się kiermasz słodkości na rzecz fundacji, bo choć wolontariusze działają całkowicie bezpłatnie, organizacja wypraw wiąże się z kosztami – m.in. logistyką czy specjalistycznymi szkoleniami z zakresu opieki nad osobami z niepełnosprawnościami. Dochód z wydarzenia pomoże w dalszej realizacji tej wyjątkowej misji.
Posłuchaj rozmowy
