Jak naprawić ochronę zdrowia i sprawić, by pacjenci szybciej dostawali się do lekarzy? Tego mają dotyczyć rozmowy podczas debaty organizowanej przez Prawo i Sprawiedliwość. Spotkanie zaplanowano na 4 listopada.
Jak zapowiedziała w programie Słowo za Słowo poseł PiS i była wiceminister zdrowia w rządzie Zjednoczonej Prawicy Józefa Szczurek-Żelazko, do rozmowy mają zostać zaproszeni przede wszystkim pacjenci, ale także pracownicy ochrony zdrowia, przedstawiciele związków zawodowych i politycy. Celem ma być wypracowanie rozwiązań wykraczających poza bieżące spory partyjne.
– Pan prof. Przemysław Czarnek, nasz kandydat na premiera, zaproponował debatę taką otwartą o zdrowiu, gdzie chcemy zaprosić, przede wszystkim pacjentów, bo ten system działa dla pacjentów, pracowników Ochrony Zdrowia, przedstawicieli organizacji związkowych, ale też i polityków. Po to, żeby można było rzeczywiście ponad podziałami porozmawiać na temat Ochrony Zdrowia. Mamy kilka propozycji, musimy szczegółowo przeanalizować każdą z nich, bo tych propozycji jest wiele. Praktycznie większość posłów zgłasza swoje propozycje rozwiązań trudnej sytuacji, ale to wszystko trzeba przeanalizować, sprawdzić jaki może mieć to skutek w przyszłości.
Józefa Szczurek-Żelazko krytycznie ocenia jednocześnie zapowiadaną na najbliższy piątek, 30 października, debatę po stronie rządowej. Zwraca uwagę, że nie wszyscy politycy zostali zaproszeni do udziału w spotkaniu.
– Nie wiem, dlaczego nadano przydomek 'narodowa’ ponieważ pan Marszałek Czarzasty zaprosił, myślę, że to środowisko lewicy. Natomiast my jako posłowie nie zostaliśmy oficjalnie poinformowani, czy zaproszeni do udziału w tej debacie. Wiemy, że też niektóre inne ugrupowania obecnej koalicji rządzącej też nie do końca czują się zaproszone, więc trudno mówić, że to będzie narodowa debata. Ona nic nie zmieni, jeżeli chodzi o ochronę zdrowia, bo ten rząd po prostu nie chce nic zmienić.
Józefa-Szczurek Żelazko ma też zastrzeżenia do przyjętych przez Sejm przepisów dotyczących wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Jej zdaniem, nowe regulacje nie wyeliminują nieprawidłowości.
– Ta ustawa w ogóle nie zmieni tej patologii, jaka miała miejsce w ochronie zdrowia, czyli nie wyeliminuje takich doktorów jak doktor Dawid K. A dlaczego? Dlatego, że oprócz tej kwoty minimalnej, którą wyznaczono 240 zł, nie wiadomo zresztą skąd się wzięła, to do ustawy dołożono tyle różnego rodzaju furtek, z których będzie można skorzystać i zarabiać dużo, dużo więcej. Czyli tyle, ile Pan Dawid K., np. wyłączone z tego limitu są osoby zarządzające, organizujące, czy kierujące podmiotem leczniczym, czy jednostką. Czyli wystarczy, że pan ordynator powoła sobie trzech zastępców, jeżeli będzie czterech lekarzy na oddziale i wszyscy czterej będą mogli zarabiać wiele więcej, niż te 240 zł.
Zdaniem byłej wiceminister zdrowia, jednym z najpilniejszych zadań jest uszczelnienie systemu i lepsze wykorzystanie pieniędzy przeznaczanych na leczenie. Posłanka wskazuje również na potrzebę przeglądu koszyka świadczeń zdrowotnych, dalszego kształcenia lekarzy oraz ponownej analizy zasad finansowania ochrony zdrowia.














