Manifestacja miała zwrócić uwagę na trudną sytuacje pracowników, niskie wynagrodzenia i niepewną przyszłość spółki.
-Przez okres czterech lat pozostajemy bez podwyżek, przez dwa i pół roku jesteśmy mamieni. Co miesiąc, co trzy miesiące, że będą podwyżki, będzie zmiana. Nic się nie dzieje. Zarząd, dyrektorzy, menadżerzy zajmują się sobą. Im pensje rosną, a pracownikom od czterech lat nie. Jesteśmy w sporze zbiorowym z pracodawcą.
Złożyliśmy dziewięć żądań, na które przez trzy miesiące nie dostaliśmy konkretnej odpowiedzi. Przeszliśmy z rokowań do mediacji
-mówił przewodniczący NSZZ Solidarność Artur Jasiński.
Związkowcy dodają, że ogólną sytuację spółki oceniają jako złą, co budzi niepokój o przyszłość zatrudnienia.
-Winą za to obarczamy zarząd i polityków, którzy przez swoje działania doprowadzili do złych inwestycji po pierwsze, po drugie, ceny energii, gazu, jak i regulacji unijnych. Nic z tym nie robią, a tam są pieniądze faktyczne, na których można oszczędzać, a oni oszczędzają na pracownikach, bo tylko takimi oszczędnościami się chwalą w sprawozdaniach finansowych. Na pracownikach zaoszczędzili 270 milionów i 40 milionów sprzedali jakieś mienie i tyle. Tyle zrobili, a zarobili bardzo dużo pieniędzy.
Związkowiec zauważa również rosnące problemy braków kadrowych wśród wykwalifikowanych specjalistów.
-Ogólnie pracownicy odchodzą, zatrudnienie jest zmniejszane. W całej grupie kapitałowej zatrudnienie w ciągu półtorej roku spadło o blisko półtorej tysiąca pracowników. Problem jest w ogóle z kompetencjami, bo jeżeli się płaci pracownikom najniższe wynagrodzenie, czyli 4806 zł, to trudno ściągnąć kompetencje, ściągnąć wykwalifikowanych pracowników do firmy, zwłaszcza chemicznej.
Artur Jasiński zarzuca zarządowi spółki również unikanie dialogu ze związkowcami i pracownikami.
-Dzisiaj właśnie we wtorki odbywają się zarządy w Grupie Azoty. Oczywiście nikogo tutaj zarządu nie ma. W każdej spółce, czy w Policach, czy w Kędzierzynie, w Puławach zarządy siedzą i pracują.
W Tarnowie nie ma ani jednego członka zarządu. Mamy zaznaczone na dzień 5 listopada pierwsze spotkanie mediacyjne. Jeżeli nie dojdziemy do porozumienia, to następnym etapem jest referendum strajkowe i strajk.
Przedstawiciele zarządu spółki nie pojawili się na dzisiejszej pikiecie.
Do mediów drogą elektroniczną przesłany został oficjalny komunikat, w którym przeczytać można, że członkowie zarządu mają świadomość oczekiwań pracowników, ale muszą brać pod uwagę realną sytuację finansową Grupy Azoty. Jak piszą, obecne zadłużenie jest konsekwencją decyzji inwestycyjnych poprzednich zarządów, a rekordowe ceny gazu bezpośrednio przekładają się na koszty produkcji nawozów i dodatkowo ograniczają możliwości finansowe.
Dalej przedstawiciele zarządu dodają, że nie są w stanie zrealizować wszystkich postulatów protestujących, ponieważ ich łączny koszt dla całej Grupy przekracza pół miliarda złotych rocznie. Podkreślają jednak, że nie oznacza to zamknięcia na dialog.














