Ostatni urlop przed emeryturą postanowił poświęcić na ekstremalną akcję charytatywną. Artur Grądalski z Gorlic zbliża się do połowy liczącego ponad 950 kilometrów szlaku do hiszpańskiego Santiago de Compostela.
Wszystko po to, aby pomóc Nikoli Woźniak i Poli Betkier z zespołem Retta. Chce, żeby dzięki trudom wędrówki więcej osób zwróciło uwagę na problem genetycznej choroby dziewczynek.
64-latek z Gorlic nie ukrywa, że droga z Lagos do Lizbony nie była do tej pory dla niego łaskawa.
– To jest cały czas trasa po wydmach, piaskach, plażach i klifach. Bardzo ciężka trasa. Czasami 40 kilometrów pokonywałem do 12 godzin. Później już wszedłem na drogę Świętego Jakuba, kieruję się w stronę Porto.
To oznacza, że są tu już drogi szutrowe, pola i lasy, a także małe miasteczka, które mogą być łatwiejsze do przejścia.
Artur Grądalski przemierza Portugalię od 1 października. Jego wędrówka musi zakończyć się do końca tego miesiąca, bo wtedy właśnie kończy się też jego ostatni urlop przed emeryturą. Codziennie pokonuje więc od około 20 do 40 kilometrów niezależnie od pogody czy warunków panujących na trasie.
W trakcie drogi i w mediach społecznościowych nagłaśnia historię Nikoli i Poli, mówi o tej niezwykle trudnej i rzadkiej chorobie oraz zbierać środki na leczenie i rehabilitację dziewczynek. Chce zwrócić uwagę na ogromne koszty terapii i potrzebę rozwoju nowoczesnych metod leczenia zespołu Retta w Polsce i Europie.
Dodajmy, że to nie pierwsza charytatywna wyprawa 64-latka z Gorlic. Pod koniec lutego zdobywał najwyższy wulkan na ziemi – Ojos del Salado w Chile. Tu także promował zbiórkę na rzecz Nikoli Woźniak.
Rozmowa z Arturem Grądalskim:
