Susza nie odpuszcza. Nawet mimo opadów deszczu, które przechodzą przez region. Na Sądecczyźnie większość rzek jest objęta ostrzeżeniem o zagrożeniu suszą hydrologiczną, które wydał Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. W tym momencie nie dotyczy to jedynie Nowego Sącza. W okolicznych miejscowości wody w rzekach też jest mniej.
Susza cały czas jest dużym problemem na Sądecczyźnie – mówi Michał Sikora, synoptyk i hydrolog Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Stany wód wciąż układają się w strefie wody niskiej. Ekspert IMGW liczy, że najbliższe dni przyniosą polepszenie sytuacji.
– Okres jesienny, który jest przed nami, to jest okres, gdzie po pierwsze może być więcej opadów, po drugie zmieni się jej charakter, dlatego że będą to głównie opady ciągłe, a niekoniecznie opady burzowe, a po trzecie oczywiście temperatury będą już niższe, nie będzie tak dużego parowania i usłonecznienia. To są wszystko czynniki, które wpływają na sprawę sytuacji hydrologicznej.
Susza hydrologiczna to zjawisko, w ramach którego woda powoli znika z głębszych warstw ziemi, ale przede wszystkim odbija się to na poziomie wody w rzekach i jeziorach.
Jak mówi wójt gminy Łososina Dolna Adam Wolak zmienia się przez to również Jezioro Rożnowskie.
– Te dopływy, które są w tej chwili do zbiornika Rożnowskiego są dużo, dużo mniejsze niż w analogicznych okresach lat wcześniejszych, także ta susza na pewno jest odczuwalna, zresztą widzimy to też po Klimkówce co się dzieje. Mam nadzieję, że na zbiorniku Rożnowskim do takiej sytuacji nie dojdzie. Natomiast rolnicy zaczynali sygnalizować, że po tej sytuacji z wiosny, gdzie były gradobicia, również brak opadów wpływał na obniżenie plonów.
Mieszkańcy gminy Łososina Dolna są jednak zabezpieczeni pod kątem dostępu do wody pitnej, jeśli chodzi o wodociąg gminny. W ostatnim czasie zdarzyły się tylko pojedyncze przypadki, gdy właściciele prywatnych studni zgłaszali się do urzędu w związku z suszą. W takich sytuacjach samorząd stara się dostarczać wodę do mieszkańców beczkowozami.
Podobnie sytuacja wygląda w gminie Chełmiec. Szczególnie w lecie, gdy np. napełniane były przydomowe baseny, pojawiało się ryzyko, że pojawią się problemy z ciągłym dostarczeniem wody.
– Należy oszczędzać wodę. Nawet teraz, gdybyśmy zobaczyli na Smolnik, to ciężko jest tam nabrać sobie wody, jedynie nam został Dunajec. Musimy szukać też w sobie innych, alternatywnych źródeł wody. Mamy w urzędzie dużo zbiorników na deszczówkę na tysiąc litrów. To może być woda do podlewania.
– zachęca wójt gminy Chełmiec Stanisław Kuzak do zgłaszania się do urzędu po zbiorniki na deszczówkę.
Spółki wodociągowe, które prowadzą mieszkańcy, a także gminne wodociągi na razie nie mają większego problemu z bieżącym dostarczeniem wody mieszkańców.
A jak wygląda sytuacja w regionie limanowskim? Dane pokazują, że jest analogiczna do tej na Sądecczyźnie.
Jak mówi nam jeden z tutejszych samorządowców, wójt gminy Tymbark Paweł Ptaszek, w wakacje brakowało dopływów wody na ujęcia z potoków.
– Generalnie obniża się poziom wód gruntowych, studnie głębinowe są coraz mniej wydajne. W pierwszej kolejności odczuwają to mieszkańcy, którzy mają płytkie studnie, w drugiej kolejności odczuwają to samorządy, które dysponujemy głębszymi studniami. Natomiast brak dopływu wody na ujęciach czyli susza spowodowała problemy z bilansowaniem wody. Na szczęście generalnie udało się utrzymać ciągłość dostaw wody.
W tym tygodniu czekają nas deszczowe dni. To nie tylko prognoza dla regionu sądeckiego, ale też innych części Małopolski. Jest to więc szansa na chociaż lekkie polepszenie sytuacji hydrologicznej w naszym regionie.














