Ks. Krzysztof Wiercioch wyjeżdża na misje do Kazachstanu. Uroczyste posłanie odbyło się w rodzinnej parafii kapłana, pw. Krzyża Świętego i Matki Bożej Bolesnej w Dębicy.
Podczas Mszy Św., ks. Krzysztof otrzymał od biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża krzyż misyjny. Jak mówił młody misjonarz, decyzja o wyjeździe nie była łatwa, ale pokłada ufność w Bogu.
-Tak po ludzku nie jest to łatwe zadanie. Decyzja dużo mnie kosztowała, ale jestem otwarty na głos Boży, mam pewność i ufność w tym, że jeśli to Bóg mnie powołuje, to On się zatroszczy o to, żebym miał siłę, Jego wsparcie i prowadzenie tam, gdzie On chce żebym był.
Po Mszy św., ks. Krzysztof dziękował swojej rodzinie, wspólnocie parafialnej i kapłanom, którzy uczestniczyli w jego formacji. Przyznał też, że od dziecka interesował się geografią, a jego drugie imię to Paweł – takie samo, jak Apostoła Narodów. Kapłan wskazywał, że pomogło to w rozeznaniu swojego powołania misyjnego.
-Przede wszystkim bliskość z Bogiem i wsłuchanie się w Jego głos. Po drugie, św. Paweł, który był pierwszym misjonarzem, który nie patrzył na wszelkie ograniczenia. W połączeniu z geografią, mając ogląd, ile św. Paweł przebył trasy pieszo, w jakich rejonach był, to pomyślałem, że jeśli Bóg powołuje, to nie ma fizycznych granic.
W uroczystym posłaniu ks. Krzysztofowi towarzyszyła rodzina oraz parafianie, a także licznie zgromadzeni kapłani. Mama ks. Krzysztofa, Bożena Wiercioch przyznawała, że jako matce trudno będzie znosić rozłąkę z synem.
-Szczerze, jest trudno, ale cieszę się niezmiernie. Bogu gorąco dziękuję, że to mój syn, moje dziecko, raczył wejrzeć i zyskać drogę. Od początku byłam przy nim, jestem i będę. Bogu jestem wdzięczna, a Maryi szczególnie, że go wzięła, powołała i niech go prowadzi. Jakim misjonarzem będzie Krzysztof? To wszystko życie pokaże i oceni. Poczekamy, pożyjemy, przyśle nam kartki, przyśle życzenia, myślę, że wszystko będzie dobrze.
Obecnie w Kazachstanie pracuje sześciu księży z diecezji tarnowskiej. Do ich grona niebawem dołączy ks. Krzysztof. W sumie będzie on 14. misjonarzem posłanym z diecezji, by głosić Dobrą Nowinę na tamtych terenach.
Jak mówił w kazaniu biskup tarnowski Andrzej Jeż, Kazachstan należy do trudnych krajów misyjnych, gdzie wspólnoty wiernych są niewielkie, a kapłani muszą być cierpliwi.
-W Kazachstanie, do którego udaje się z posługą misyjną ks. Krzysztof, wspólnoty wierzących w Chrystusa liczą niewiele członków i bardzo powoli się rozrastają, a czasami wręcz przeciwnie – maleją. Może to powodować u pracujących tam kapłanów pewnego rodzaju smutek czy zniechęcenie, że nie widać owoców ich pracy. Tam trzeba uzbroić się w cierpliwość. Jeden rzuca ziarno, inny je podlewa, ale być może dopiero za kilka pokoleń ktoś będzie oglądał zrodzone z tego plony. Ważne jest, aby była tam obecność kapłanów. Ta obecność ich tam wzmacnia Kościół gdzie indziej. Przez swoją wiarę, nadzieję, miłość i gorliwość są siłą całego Kościoła.
Mieszkańcy Dębicy są dumni z młodego kapłana, który – jak podkreślają – wybrał w życiu to co najważniejsze.
-Cieszymy się, mamy Bogu za co dziękować i Matce Najświętszej, że młodzież jest u nas taka wspaniała, że wybierają to, co najważniejsze w życiu. Ks. Krzysztof chodził do szkoły z moim wnukiem. Mamy nadzieję, że ten kapłan będzie się modlił za nami, a my za nim. – mówiła parafianka.
-Krzysztof jest niesamowity. My płaczemy, a on się śmieje, jest wesoły. Tego mu potrzeba. On jest szczęśliwy i to jest najważniejsze. – dodawała ciocia ks. Krzysztofa.
Nowy misjonarz uda się do Chromtau – miasta liczącego ok. 30 tys. mieszkańców, słynącego z ogromnych pokładów chromu. Ze względu na ten surowiec Chromtau już w latach 40-tych XX w. stało się miejscem zsyłki do pracy dla Niemców, Polaków, Rumunów, Czeczenów, Mołdawian, i innych narodowości. To właśnie oni i ich potomkowie stali się zaczynem tutejszej przyszłej wspólnoty parafialnej.
Proboszczem parafii i budowniczym kościoła w Chromtau jest tarnowski misjonarz ks. Piotr Kluza.

