Nowy Sącz: „Sądeczanka” drugą stroną Dunajca? Mieszkańcy Zabełcza chcą otwartego spotkania w sprawie drogi

fot. Sądeczanka Protest Nowy Sącz na Facebooku

Mieszkańcy osiedla Zabełcze w Nowym Sączu nie mogą pogodzić się z planowanym przebiegiem Sądeczanki przez ich osiedle. Wnioskują, aby droga była poprowadzona drugą strona Dunajca. Część z nich twierdzi też, że cały czas są pomijani i nie podjęto poważnej dyskusji na ten temat. Czy to się zmieni?

O poprowadzenie drogi innym wariantem wnioskuje między innymi Iwona Zelek, która reprezentuje nieformalną grupę prawie 400 mieszkańców, którzy chcą aby nowa droga Brzesko – Nowy Sącz wchodziła do miasta lewym brzegiem Dunajca po terenie gminy Chełmiec. Jak mówi, mieszkańcy bardzo przeżywają planowane wyburzenia domów, ale jeszcze bardziej to, że czują się pozostawieni sami sobie.

Czego oczekują protestujący?

– Aby wreszcie traktowano nas poważnie i nie mówiono, że odcinek w Nowym Sączu jest bezkonfliktowy. Mówi się o tym, że rusza odcinek z Nowego Sącza, dlatego że nie ma żadnych protestów, a tymczasem akurat w Nowym Sączu protestuje najwięcej osób, bo aż 87% wszystkich odwołań wpłynęło od decyzji środowiskowej właśnie z naszego miasta. Mało tego, kilkunastu mieszkańców oddało zaskarżyło odrzucenie ich odwołań do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego

– dodaje Iwona Zelek, która od lat walczy o jak najmniej ingerujący w zabudowę przebieg Sądeczanki.

Udaliśmy się na Zabełcze, aby zapytać mieszkańców, co sądzą na temat poprowadzenia drogi po drugiej stronie rzeki.

– Wydaje mi się, że lepiej przeskoczyć za Dunajec, to byłoby wskazane, ale każdy chce „sądeczankę”, tylko nikt nie chce jej mieć u siebie pod domem.

– Raczej wariant B. Ewentualnie przesunąć drogę bliżej Dunajca, tak mi się wydaje. Tu jest teren rekreacyjny, boiska, ścieżka rowerowa, także przejście tędy drogi mogłoby być trochę kłopotliwe dla mieszkańców.

– Nie znam dokładnego przebiegu tych wariantów. Myślę, że należy zaufać tym, którzy się znają na tym temacie i potrafią przeanalizować plusy i minusy. Ja mogę dywagować i rzucać jakimiś opcjami, ale czy to będzie dobre? Nie mam zielonego pojęcia.

Protestujący mieszkańcy uważają, że „sądeczanka” poprowadzona przez Zabełcze to widmo wyburzeń domów, hałas, zanieczyszczone środowisko i jeszcze większe korki niż teraz. Twierdzą też, że nie byli zaproszeni na jedno ze spotkań z dyrektorem krakowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, które odbyło się w Urzędzie Miasta Nowego Sącza w lutym bieżącego roku, na którym miała być tylko grupa radnych i przedstawicieli osiedli z północnej części Nowego Sącza.

Zaangażowany w protest Leszek Menio żąda, aby mieszkańcom zorganizować duże, otwarte spotkanie, podobne do tych, które w innych samorządach w sprawie „sądeczanki” już zorganizowano.

– Nasza grupa liczy prawie 380 osób i wszyscy moglibyśmy przyjść, bo mamy swoje prawa. Inne samorządy, jak w Łososinie Dolnej, Gnojniku, czy w Iwkowej, zapraszają mieszkańców i przychodzi 200-300 zainteresowanych osób, a my jesteśmy traktowani jak piąta noga u stołu. Na dodatek w mediach słyszymy, że nie wiadomo czego żądamy.

W sprawie przebiegu „sądeczanki” na terenie miasta grupa mieszkańców z Zabełcza wysłała pisma do prezydenta Nowego Sącza, Rady Miasta oraz do ministerstwa, czy władz wojewódzkich. Swoje zdanie o ewentualnym przebiegu drogi Brzesko – Nowy Sącz po drugiej stronie Dunajca przekazał radiu RDN Nowy Sącz poseł Prawa i Sprawiedliwości Patryk Wicher.

– Wiele lat temu, jak jeszcze nie byłem posłem, on był odrzucony ze względów środowiskowych, osuwiskowych, finansowych i społecznych. W Nowym Sączu liczba wyburzeń raczej by się nie zmieniła, chyba że niektóre domy, natomiast byłyby wyburzenia na Helenie, czy w Chełmcu i tam by się to wszystko zmieniło, a ten ruch i tak by się cofał na rondo Jana Pawła II i tak byśmy nie osiągnęli pożądanego efektu.

Podobne zdanie na ten temat ma miejski radny PiS Kamil Olesiak, który swoje spostrzeżenia zamieścił w mediach społecznościowych, odpowiadając publicznie pytania, które mieszkańcy skierowali do radnych.

Jak mówi prezydent Nowego Sącza Ludomir Handzel, temat jest trudny, ale współpraca z inwestorem czyli Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad jest bardzo dobra.

– Będziemy zmierzać do tego, żeby rzeczywiście przenieść tę inwestycję na drugą stronę Dunajca, a jeżeli się to okaże niemożliwe, to wtedy będziemy się aktywnie jako miasto włączali do projektowania przebiegu tak, aby to było jak najmniej niekorzystne i uciążliwe dla mieszkańców Nowego Sącza. Myślę tu o mieszkańcach Przetakówki i Nowego Sącza. 

W podobnym tonie wypowiada się dyrektor krakowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Maciej Ostrowski. 

– Na teraz funkcjonujemy w sytuacji prawnej obecnej decyzji środowiskowej i tak, jak pan prezydent powiedział, jeżeli nie będzie możliwości zmiany na inny wariant, to będziemy myśleć, jak spowodować sytuację, w której unikniemy wyburzeń, jeżeli chodzi o wjazd do Nowego Sącza, a jest taka możliwość. 

Czekamy zatem na rozwój wydarzeń. Na koniec dodajmy, że gdy zapytaliśmy wiceministra infrastruktury Stanisława Bukowca o to, kiedy cała „sądeczanka” będzie gotowa, odpowiedział, że w 2037 roku.

Exit mobile version