Zobacz galerię zdjęć:
Sołectwo Sitnica po raz trzeci stara się odłączyć od swojej macierzystej gminy Biecz i przyłączyć się do sąsiedniej gminy Moszczenica. Argumentem części mieszkańców ma być brak inwestycji w ich miejscowości, czemu zaprzeczają władze Biecza. Sprawa jest już na etapie rozpatrywania przez rząd, a decyzja może zapaść latem.Większość mieszkańców Sitnicy jest zdeterminowana, aby zmienić gminę. Dwie pierwsze próby się nie udały, ale w ostatnich miesiącach podjęto kolejną. Odbyły się też konsultacje w obydwu samorządach. Jak się można było spodziewać mieszkańcy gminy Moszczenica nie mają nic przeciwko wchłonięciu sąsiedniej wioski, a mieszkańcy gminy Biecz analogiczne na odwrót, nie chcą sołectwa tracić.
Konsultacje odbyły się też w samej Sitnicy. Jaki był ich oficjalny rezultat?
– W Sitnicy w konsultacjach uczestniczyło 341 mieszkańców z czego 309 opowiedziało się za włączeniem do gminy Moszczenica. To było 91% i to jest odpowiedź na to zasadnicze pytanie, skąd cała ta akcja. W moim przekonaniu, to wola mieszkańców powinna być najważniejsza
– uważa wójt gminy Moszczenica Jerzy Wałęga, który w radiu RDN Nowy Sącz mówił, że działania na rzecz przyłączenia Sitnicy nie są jego pomysłem, a wychodzą od mieszkańców.
My również postanowiliśmy sprawdzić wolę mieszkańców Sitnicy. Czy są za przystąpieniem do gminy Moszczenica?
– Całym sercem i obiema rękami. Nie ma tu żadnych inwestycji. Żeby chociaż jakiś chodnik był, czy coś tam dla dzieci. Nic po prostu nie ma.
– Wolę być w Moszczenicy, bo lepsze drogi zrobią, a tak to nic nie jest zrobione. Fosy też są zaniedbane.
– Niestety nie ma żadnych inwestycji. Jedynie co, to jest boisko, które jest już kończone od 20 lat.
– Lepiej byłoby przejść do gminy Moszczenica. Gazyfikacja u nas została zrobiona tylko dzięki mieszkańcom.
– Ja jestem przeciwko. Z Bieczem jestem bardziej związana już od tylu lat.
– Lepiej zostać w Bieczu, bo tutaj są autobusy, jest dojazd.
Do całej sytuacji odniósł się burmistrz Biecza Mirosław Wędrychowicz. Uważa on, że zarzuty o braku inwestycji w Sitnicy mijają się z prawdą.
– Taka teza, która jest głoszona, ona przegrywa z faktami. Te fakty to konkretne wydatki w budżecie. Trzeba wspomnieć, że odkąd zarządzam gminą Biecz, czyli w ostatnich 10 latach, wydatki przeznaczone tylko na Sitnicę to 18 mln 300 tys. złotych. To jest udokumentowane w kolejnych budżetach.
Mirosław Wędrychowicz podaje przykłady inwestycji, takich jak kilka remontów w miejscowej szkole, remont remizy OSP wraz z Domem Ludowym i jej otoczeniem, remonty kilkunastu odcinków dróg, czy też prace nad budową boiska.
Według mieszkańców, boisko w Sitnicy musieli oni odwodnić sami, a stojące obecnie bramki przekazała do miejscowości gmina Moszczenica. – Ja sama dałam tam jakiś kosz na śmieci, żeby cokolwiek przy tym miejscu było – zaznacza jedna z mieszkanek.
Wjeżdżając do miejscowości widać kilka nowych przystanków autobusowych. Kontrastem jest jakość dróg, czy brak chodników. Część mieszkańców przyznaje, że burmistrz może nie mieć łatwo ze względu na wieloletnie długi, które powstawały latami za poprzednich kadencji samorządowych i za poprzednich włodarzy.
Zapytany o to, dlaczego wspiera mieszkańców Sitnicy, wójt Moszczenicy Jerzy Wałęga odpowiada.
– Sitnica jest po pierwsze najmniejszym sołectwem w całej sąsiedniej gminie, a po pierwsze jest całkowicie pominięta w inwestycjach. Po trzecie, nieruchomości, które tam były zostały szybko wyprzedane. W takiej atmosferze brak jest zaufania i jakichś realnych perspektyw na poprawę chociażby infrastruktury technicznej i społecznej.
Z tym rozumowaniem nie zgadza się rzecz jasna burmistrz Biecza Mirosław Wędrychowicz. Ten zarzuca włodarzowi sąsiedniej gminy, że w całej sprawie chodzi o niejasne ambicje kilku osób. – Nie chcę wchodzić w emocje innych – dodaje.
– Inwestycje bronią się same tym, że one są wykonane, zrealizowane i to są konkretne pozycje w budżecie i tego nie da się zanegować. Wydaje mi się natomiast, że bardziej powinniśmy się skupić wszyscy skupić na jakiejś próbie współpracy. Również w tych relacjach międzygminnych powinniśmy szukać wzajemnego porozumienia i wspólnych inwestycji do wykonania, a nie konfliktowaniu się, czy szukaniu jakichś przeszkód.
Warto dodać, że sprawa jest już na najwyższych szczeblach władzy, a ostateczna decyzja, jeśli zostanie podjęta, może zapaść już w lipcu. Nie wiadomo jaka będzie, ani czy zakończy konflikt między dwiema gorlickimi gminami.














