Abp Skworc zeznawał w tarnowskim sądzie. Kolejny dzień przesłuchań świadków w procesie biskupa Andrzeja Jeża

Przed Sądem Rejonowym w Tarnowie odbyły się dzisiaj (05.03.) kolejne wysłuchania świadków w procesie biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża. Zeznania składał abp Wiktor Skworc, biskup tarnowski w latach 1998-2011.

Hierarcha odnosił się m.in. do sprawy byłego księdza Stanisława P.

Jak zeznał abp Skworc, pierwszą wiedzę na temat możliwości popełniania czynów zabronionych przez Stanisława P. pozyskał w 2002 roku od grupy rodziców.

-Ta informacja była przekazana ustnie. Zwykle jeden dzień w tygodniu był dniem otwartych drzwi. Przybyła delegacja, to byli rodzice dzieci. Zgłaszali nieobyczajne zachowanie w parafii, w której posługiwał ks. Stanisław. Zgłaszali, że to zachowanie miało miejsce na terenie miejscowej szkoły. Uznałem to oskarżenie za bardzo poważne i natychmiast wdrożyłem pewne procedury, które miały tę sprawę wyjaśnić. Chodziło przede wszystkim, żebyśmy dotarli do materialnej prawdy, jak było naprawdę.

Postępowanie wobec Stanisława P. prowadził nieżyjący już kapłan, według którego opinii, oskarżenia się nie potwierdziły – powiedział biskup Skworc, podkreślając, że wspomnienia sprzed prawie ćwierć wieku mogą być już niedokładne.

Stanisław P. został jednak na własny wniosek odwołany z funkcji proboszcza oraz skierowany na urlop. Rok później został wysłany na posługę misyjną na terenie Ukrainy, gdzie miało dochodzić do kolejnych przestępstw wobec nieletnich. 

W 2010 roku do biskupa Skworca, wówczas ordynariusza diecezji tarnowskiej, zgłosiła się kolejna osoba pokrzywdzona przez Stanisława P. Wszczęte zostało kolejne postępowanie, w które włączono przypadki zgłoszone w 2002 roku. Zakończyło się ono odsunięciem Stanisława P. od posługi duszpasterskiej w 2013 roku, gdy diecezją kierował już bp Andrzej Jeż.

Kilka lat później, po procesie karno-administracyjnym, badającym m.in. 'sprawę ukraińską’ oraz wcześniej zgłaszane przypadki przestępstw wobec nieletnich, Stanisław P. został wydalony ze stanu kapłańskiego.

Abp Skworc odpowiadał na pytania Sądu, prokuratury oraz obrońców biskupa Jeża.

Wśród pytań pojawił się m.in. wątek interpretacji pojęć 'niezwłocznego zgłoszenia’ oraz 'wiarygodnej informacji o przestępstwie’.

Jak podkreślała radca prawny mec. Monika Brzozowska-Pasieka, w praktyce ustalenie tego momentu nie zawsze jest jednoznaczne.

-Świadek podawał różne daty, które byłyby momentem zgłoszenia – raz było to 'natychmiast’, raz było to 'po przeprowadzeniu wnikliwego postępowania’, innym razem jeszcze 'po analizie’. To nie jest proste, by stwierdzić kiedy jest ten moment, w którym należy zgłaszać i jaka jest wiarygodna informacja. My od początku mówimy, że to nie jest prosta sprawa, a biskup Jeż jest w tej całej sytuacji kozłem ofiarnym. W sprawie jest konkretny zarzut. To nie jest zarzut pedofilii. To jest zarzut zbyt późnego poinformowania. Cała sprawa dotyczy m.in. tego, jak rozumiemy wiarygodną informację, i jak rozumiemy słowo natychmiast, niezwłocznie.

Mec. Brzozowska-Pasieka dodała, że obrona zastanawia się nad powołaniem biegłego sądowego z zakresu prawa kanonicznego. Tłumaczyła, że jest to spowodowane wątpliwościami w kwestii tzw. tajemnicy papieskiej – zakazu udostępniania dokumentów z postępowań kanonicznych.

-Ja nie wiem, czy nie będzie potrzeby głębszej analizy prawa kanonicznego. Mamy sytuację, w której część osób mówi o tajemnicy papieskiej, natomiast jeden ze świadków mówi, że takiej tajemnicy nie było. Będziemy musieli rozważyć, czy powołać biegłego.

W sprawach dotyczących nadużyć wobec małoletnich, papież Franciszek w 2019 roku zniósł sekret papieski. Arcybiskup Skworc w swoich zeznaniach twierdził, że wcześniej zdarzały się wyroki skazujące duchownych w świeckich procesach, sugerując, że dokumenty były przekazywane organom ścigania. Duchowny nie określił jednak, czy dokumentacja z postępowań kanonicznych była udzielana za zgodą Stolicy Apostolskiej, czy wbrew tajemnicy papieskiej.

Po zeznaniach arcybiskupa, kolejna część procesu została utajniona – następnym świadkiem była osoba pokrzywdzona przez byłego księdza Stanisława P.

Tego samego dnia rano, zeznania składał przedstawiciel Sądu Diecezjalnego, specjalista prawa kanonicznego oraz świeckiego, który prowadził m.in. proces karno-administracyjny ks. Stanisława P., zakończony wydaleniem duchownego ze stanu kapłańskiego.

Po swobodnej części wypowiedzi, duchowny przez około godzinę odpowiadał na pytania Sądu, prokuratora oraz obrony. Dotyczyły m.in. kwestii przydzielania obowiązków delegatom biskupa, ich uprawnień, zakresu zadań i odpowiedzialności.

Świadek wyjaśniał też, że w przypadku badania spraw przestępstw natury seksualnej, decyzję w zakresie wszczęcia postępowania karno-administracyjnego zastrzega sobie Stolica Apostolska. Biskup diecezjalny ma możliwość samodzielnej decyzji w przypadku przestępstw o mniejszej szkodliwości.

Jak tłumaczył kapłan, wynika to z ujednolicenia prawa kościelnego dla całego świata – jest ono takie samo zarówno dla krajów rozwiniętych, posiadających wielu prawników i specjalistów, jak Polska, ale obowiązuje też w krajach uboższych, np. afrykańskich. Zaznaczał, że w takich państwach jednostki kościelne potrzebują niejako 'poprowadzenia za rękę” przez Watykan.

’Przestępstwa na małoletnich są tak krzywdzące i haniebne, że ustawodawca kościelny rezerwuje sobie możliwość 'przypilnowania” tego typu procesów, żeby jak najbardziej zadbać o dobro małoletnich, a po drugie, by taką osobę pozbawić jakiegokolwiek kontaktu z małoletnimi” – powiedział świadek.

Kolejny termin rozprawy został wyznaczony na 23 marca.

Exit mobile version