Obawiamy się utraty pracy, redukcji etatów i degradacji – mówią pracownicy tarnowskich szkół i przedszkoli, którzy przyszli na dzisiejszą sesję Rady Miejskiej w Tarnowie.
Po tym, jak w mieście pojawiły się informacje, że w Tarnowie będą łączone szkoły i przedszkola w zespoły, pracownicy placówek oświatowych martwią się o swoją przyszłość.
– Zostało rzucone hasło, że idą zmiany, teoretycznie ma być bezpiecznie, ale nie wiemy, kto zostanie zwolniony, jakie konkretnie stanowiska polecą, nawet dyrektorzy nie wiedzą, jaka jest ich sytuacja – mówi księgowa jednego z tarnowskich przedszkoli, pani Katarzyna.
– Obawiam się, że stracę pracę, albo zostanę zdegradowana z głównej księgowej na księgową, połączenie ze szkołami to jest dość skomplikowana sprawa
– twierdzi księgowa, pani Agnieszka.
– Boimy się redukcji oddziałów, standaryzacji, która jest po cichu wykonywana, spadnie dużo oddziałów, połączą się placówki i będziemy bezrobotni. Najgorsze, że dzieje się to wszystko w białych rękawiczkach, nikt nie jest poinformowany, ani nauczyciele, ani rodzice, kompletnie nikt
– mówią pracownice Przedszkola nr 1 w Tarnowie.
Po reformie, szkoły i przedszkola mają się połączyć w zespoły szkolno-przedszkolne. Argumentem głównym ma być tu demografia, która wyraźnie wskazuje, że z roku na rok rodzi się coraz mniej dzieci, co przekłada się na liczebność uczniów w szkołach. Władze miasta przekonują, że jest to zmiana administracyjna, które nie zmienia nic dla uczniów, rodziców i większości pracowników, ale pracę stracą dyrektorzy. Na te stanowiska mają zostać ogłoszone konkursy.
Radni Prawa i Sprawiedliwości dziwą się, że o sprawie łączenia szkół dowiedzieli się tuż przed sesją. Maciej Aleksander przekonuje, że temat jest bardzo złożony i wymaga szerokiej analizy i dialogu.
– Tak duża zmiana ustrojowa nie może być sprowadzona i spłycona do reformy w zasadzie administracyjnej, dla dzieci i rodziców nic się nie zmieni. Tak nie jest. Jeżeli w lutym Rada Miejska podejmuje taką decyzję, to w kwietniu zostaną rozpisane nowe konkursy na dyrektorów, czyli może się zmienić cała kadra zarządzająca. To jest ogromna zmiana, także kierunków szkół, bo każdy dyrektor ma inną wizję i o to się chcemy zatroszczyć, że jeżeli rozmawiamy o przyszłości naszych dzieci i rodziców, żeby ta rozmowa była podjęta w sposób odpowiedzialny, wszystko trzeba przedyskutować.
Punkt o zmianach w szkołach znalazł się w porządku obrad jako informacja o wpływie demografii na funkcjonowanie szkół i przedszkoli w mieście. Radni Prawa i Sprawiedliwości chcieli wprowadzić punkt obrad o dyskusję na ten temat, jednak wniosek większością głosów został odrzucony.
Zmian mają nie odczuć rodzice i uczniowie. Mogą rekrutować do wybranej szkoły czy przedszkola, bez względu na miejsce zamieszkania. Jeśli dziecko uczęszcza do konkretnego przedszkola, może, ale nie musi później kontynuować naukę w szkole, która łączy się z tym przedszkolem w zespół.
Zmienić ma się prowadzenie kadr i księgowości – będzie główna księgowa i kilka księgowych w zespole. Zmiany obejmą też liczbę pracowników administracyjnych. Na swoich miejscach zostają konserwatorzy, pracownicy kuchni, czy osoby sprzątające.
Dzieci będą się uczyć w tych salach, co do tej pory, grupy młodszych i starszych uczniów nie będą łączone. Każda jednostka ma zachować swoją tożsamość (nazwę, siedzibę, patrona itd.).
Emocje podczas obrad studził prezydent. Jakub Kwaśny przekonywał, że reorganizacja w szkołach i przedszkolach na terenie miasta jest konieczna, i choć, jak twierdzi, nie chodzi tu o oszczędności, jednak ten aspekt ekonomiczny trzeba wziąć po uwagę, tym bardziej, że ponad połowa budżetu miasta idzie na oświatę.
– My musimy się przygotowywać do tych zmian demograficznych i to czynimy. My musimy reagować na te zmiany, ale nie poprzez likwidację, cięcia, oszczędności, tylko poprzez takie zmiany, które przede wszystkim będą niosły jak najmniejsze koszty społeczne i pozwolą nam w przyszłości nie wydawać więcej. Nie trzeba być doktorem ekonomii, żeby wiedzieć, że jeżeli jest mniej dzieci, to te koszty rozkładają się na mniejszą liczbę osób i jednostkowy koszt utrzymania dziecka rośnie.
Wiceprezydent Tarnowa Agnieszka Kawa mówi, że wskaźniki demograficzne są bezlitosne. Jak wynika z wyliczeń urzędników, w najbliższym naborze do przedszkoli prawdopodobnie wolnych zostanie 470 miejsc. Za sześć lat do szkół podstawowych może zabraknąć już ponad tysiąca dzieci.
– Niereagowanie na to, będzie powodowało kumulację problemu. Nie dość, że nabór do szkół podstawowych będzie coraz mniejszy, to jednocześnie odchodzą dość liczne roczniki.
Władze miasta przyznają, że choć samo łączenie szkół i przedszkoli w zespoły ma utrzymać jak najwięcej miejsc pracy, to sam temat zwolnień będzie nieunikniony. Mniej dzieci w szkołach ma oznaczać także mniej oddziałów, a to pociągnie za sobą mniej etatów także dla pedagogów.
Rozmowy mają się odbyć za dwa tygodnie, a decyzje mają zapadać na kolejnej sesji Rady Miejskiej Tarnowa, która zaplanowana jest za miesiąc.
Jak wynika z danych, w 2015 roku w Tarnowie urodziło się 848 dzieci. W 2025 roku liczba zmniejszyła się o połowę (439 urodzeń). Najwięcej dzieci na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat urodziło się w 2017 roku – 904.

















