Radni powiatu dąbrowskiego podjęli uchwałę w sprawie zobowiązania Zarządu Powiatu Dąbrowskiego do podjęcia niezwłocznych działań zmierzających do przywrócenia działalności oddziału ginekologiczno – położniczego w Powiatowym Szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej. 16 radnych było za przyjęciem uchwały, nikt nie był przeciw i nikt się nie wstrzymał.
Starosta dąbrowski Lesław Wieczorek mówi Radiu RDN Małopolska, że kluczowa będzie decyzja Narodowego Funduszu Zdrowia.
– Czekamy na odpowiedź Narodowego Funduszu Zdrowia z Krakowa, który zobowiązał się po ostatniej naszej wizycie i prośbie o szczególne uwzględnienie powiatu dąbrowskiego, przeanalizować sytuację i odpowiedzieć czy będzie ogłoszony konkurs, czy konkursu nie będzie na świadczenie usług ginekologiczno – położniczych.
Oddział ginekologiczno – położniczy przestał przyjmować pacjentki po wycofaniu się Centrum Zdrowia Tuchów. Kobiety z Powiśla Dąbrowskiego jeżdżą rodzić dzieci m.in. do Tarnowa. Temat budzi wiele emocji, są liczne komentarze, że likwidacja ginekologii i położnictwa oznacza realne zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia kobiet.
Trwają starania o reaktywację oddziału. W Krakowie odbyły się rozmowy z NFZ-em, gdzie analizowano możliwości zawarcia kontraktu na świadczenia z zakresu położnictwa, ginekologii i neonatologii.
Radni powiatu dąbrowskiego zastanawiali się podczas sesji jak rozwiązać problem zaprzestania udzielania świadczeń dla kobiet. Padały m.in. stwierdzenia, że prowadzenie oddziału ginekologiczno – położniczego będzie generować straty, co ma także miejsce w innych szpitalach z powodu m.in. niskiej wyceny porodów przez NFZ. Z informacji posiadanych ze szpitali w Małopolsce za 2024 r. wynika, że takie oddziały nie generują zysku, a straty wynoszą miliony złotych.
Były też sugestie radnych, żeby nadal szukać podmiotów zewnętrznych, które mogą poprowadzić porodówkę. Padały również głosy, że szpital nie jest utworzony w celu osiągania zysków, ale zabezpieczenia potrzeb mieszkańców.
Porodówka w Dąbrowie Tarnowskiej przestała przyjmować. Rodzące kobiety muszą szukać innego szpitala














