Rekrutacja w plenerze działa, bo łapie ludzi „w biegu”, zanim wejdą w tryb porównywania ogłoszeń. Dla agencji i instytucji to też wygodny format: możesz pojawić się tam, gdzie Twoja grupa docelowa już jest (wydarzenie miejskie, okolice uczelni, impreza sportowa), a cały kontakt skrócić do jednego kroku: zostawienia danych, umówienia rozmowy albo szybkiej aplikacji przez telefon.
Zanim rozstawisz stoisko, ustal jeden cel i trzy komunikaty
Najczęstszy błąd to chęć „zrobienia wszystkiego”: budować świadomość, zbierać CV, prowadzić rozmowy i jeszcze rozdawać gadżety. W praktyce wybierz jeden cel główny, np. pozyskanie leadów do rekrutacji, i podeprzyj go prostym CTA. Potem przygotuj trzy komunikaty czytelne z dystansu: kogo szukasz, co oferujesz i co ma zrobić przechodzień teraz. Jeśli da się je zrozumieć w 3–5 sekund, masz fundament pod skuteczny event.
Wybór miejsca i formalności, które ratują dzień realizacji
W przestrzeni publicznej liczy się przepływ ludzi i przewidywalność: stawiaj punkt blisko wejść, ciągów komunikacyjnych i miejsc postoju (strefa gastronomiczna, kolejki, punkt informacji). Ustal wcześniej dostęp do prądu, możliwość wjazdu technicznego i zasady działania przy wietrze lub deszczu. Do tego dołóż higienę RODO: zbieraj minimum danych, miej jasną zgodę i obiecaj konkretny termin kontaktu. To nie tylko zgodność, ale też sygnał, że traktujesz kandydata serio.
Punkt kontaktu, który widać i w którym da się rozmawiać
Dobry punkt rekrutacyjny ma dwa tryby pracy: przyciąganie i selekcję. Z przodu potrzebujesz jasnego „wejścia” z hasłem i QR, a w środku krótkiej strefy rozmowy 1:1, nawet jeśli to tylko dwa krzesła i blat. W terenie świetnie sprawdzają się namioty pneumatyczne, bo pozwalają szybko zbudować czytelną bryłę, wydzielić przestrzeń i utrzymać porządek bez ciężkiej logistyki. Na jednolitej powierzchni łatwiej utrzymać spójny branding, a w środku schować zapas materiałów i elektronikę, żeby front wyglądał czysto nawet przy dużym ruchu. Warto też zaplanować prosty przepływ: jedno miejsce startu rozmowy i jedno miejsce wypełniania formularza.
Jeśli działasz na większym wydarzeniu, dołóż elementy drogowskazowe, które naprowadzają z daleka. W praktyce będą to flagi, banery albo inne nośniki event-outdoor, które spinają całą strefę w spójną całość i zwiększają liczbę wejść do punktu. Ważne, żeby każdy nośnik prowadził do tego samego wezwania i nie mnożył przekazów, bo chaos komunikacyjny zabija konwersję.
Jak poprowadzić rozmowę, żeby nie zrobić z tego targowiska?
Wygrywa krótki scenariusz. Pierwsza osoba na froncie kwalifikuje w 30–60 sekund: wita, dopytuje o obszar zainteresowań i kieruje dalej. Rekruter robi krok drugi: doprecyzowuje rolę i umawia następny etap. Zamiast stosu ulotek lepiej działa jedna karta roli (2–3 kluczowe punkty i benefit, plus lokalizacja), a obok QR prowadzący do prostego formularza. Kandydat ma wyjść z jasną odpowiedzią: co dalej, kiedy dostanie wiadomość i jak przygotować się do rozmowy.
Mierzenie efektu i follow-up, czyli rekrutacja nie kończy się na evencie
Bez pomiaru zostaje Ci wrażenie „było sporo ludzi”. Ustaw dedykowany link lub QR z UTM, policz rozmowy i leady, a potem sprawdź, ile aplikacji wpada w 72 godziny. Największy zwrot zwykle robi follow-up w 24–48 godzin: krótkie podziękowanie, potwierdzenie zainteresowania i propozycja terminu rozmowy. W rekrutacji terenowej szybkość jest przewagą konkurencyjną, bo kandydat często kontaktuje się równolegle z kilkoma pracodawcami.
Jeśli planujesz serię eventów w różnych lokalizacjach, potraktuj punkt jak zestaw do powtarzania: ta sama konstrukcja, te same komunikaty, ten sam proces rozmowy i ten sam sposób mierzenia. Dzięki temu marka pracodawcy jest rozpoznawalna, a zespół działa coraz sprawniej z każdą kolejną realizacją. To prosta recepta na więcej wartościowych zgłoszeń i mniej improwizacji na miejscu.














