|
Fonograf - niezapomniana muzyka XX wieku
|
FONOGRAF - program Krzysztofa Borowca
LIKE A ROLLING STONE 20 lipca przypadła 45 rocznica wydania na singlu tego legendarnego mega numeru Boba Dylana. To kompozycja, która od lat, zwłaszcza w amerykańskich rankingach utworów wszech czasów, regularnie plasuje się na czele.Jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia utwór był uważany za najważniejszy w dziejach rocka. Tak wysoko, na przykład, oceniło go prestiżowe pismo Melody Maker w 1976 roku. W słynnym zestawieniu 500 największych utworów wszech czasów, dokonanym w 2004 roku przez znawców branży, dziennikarzy, muzyków i kompozytorów, a opublikowanym przez bodaj najbardziej wpływowy magazyn muzyczny w świecie - Rolling Stone, kompozycja znalazła się na samym szczycie. O czym, czy też raczej, o kim jest to utwór? No cóż, istnieje kilka tropów interpretacyjnych, ale przynajmniej jeden z nich wydaje się być bliski prawdy. Tekst piosenki opowiada o kobiecie, która wychowała się w luksusie, zdobyła porządne wykształcenie, ale - nie potrafiąc poradzić sobie z życiem - popadła w nałóg narkotykowy. Prawdopodobnie bohaterka utworu jest wzorowana na postaci Edie Sedgwick, aktorki związanej ze środowiskiem słynnego nowojorskiego artysty Andy'ego Warhola. W tej interpretacji słowa z ostatniej zwrotki - "Napoleon w łachmanach" miałyby się odnosić do Warhola. Dylan, co istotne, popadł w konflikt z Warholem właśnie z powodu Sedgwick i oskarżał go o wciągnięcie Edie w heroinowy nałóg. Nie jest jednak pewne czy Dylan rzeczywiście poznał Sedgwick przed nagraniem utworu. Tytułowe wyrażenie "rolling stone" to, w dosłownym tłumaczeniu, toczący się kamień, częściej jednak jest to obieżyświat lub włóczykij, natomiast w tym konkretnym przypadku oznacza wyrzutka. Kompozycja została zarejestrowana w Nowym Jorku, ponoć w czasie burzy, 16 czerwca 1965 roku. Do studia wytwórni Columbia Dylan przejechał wtedy wraz ze swoim młodziutkim kumplem - Mikem Bloomfieldem. Ten wybitnie uzdolniony gitarzysta doskonale rozumiał się z Dylanem, który przez to, że nie lubił prób i nie rozmawiał o tym, jaki efekt chciałby w danym utworze uzyskać, nie należał do artystów łatwych we współpracy. Wspólny znajomy Dylana i Bloomfielda - Nick Gravenites - tak wspominał: "Mike wiedział, że Bob chce po prostu wejść do studia i od razu grać, no i żeby wszyscy, jak za dotknięciem różdżki, zagrali z nim numer, którego nigdy nawet nie słyszeli. Mike potrafił natychmiast zidentyfikować wszystko, co Dylan akurat grał, łącznie ze stylem i używanymi akordami". Odpowiedzialny za produkcję Tom Wilson zaprosił do udziału w sesji dwudziestojednoletniego wówczas, niedoświadczonego muzyka, Ala Koopera. Kooper miał na tyle tupetu, że nakłonił Wilsona, by pozwolił mu zagrać na organach Hammonda, mimo że wcale nie umiał jeszcze na nich grać. Wynajęty do gry na tym właśnie instrumencie Paul Griffin musiał więc usiąść przy pianinie. Na basie zagrał Joseph Mack, a na perkusji Bobby Gregg. Oto, jak w książce "Bob Dylan - autostradą do sławy", na temat "Like A Rolling Stone" i nowojorskiej sesji nagraniowej pisał Howard Sounes: "Utwór rozpoczyna się zagranym na werblu uderzeniem przypominającym wystrzał z pistoletu, po czym przez sześć kolejnych minut płynie na kształt wezbranej rzeki. W czterech zjadliwych zwrotkach Bob opiewa kolejny upadek, kończąc każdą z nich pełnym emocji i coraz to radośniejszym refrenem: How does it feel? (Jakie to uczucie?). Podczas odsłuchiwania nagrania Dylan poprosił Toma Wilsona o dodanie do całej ścieżki organów Koopera. - Człowieku, ten szczyl nie umie grać - odparł mu producent. - Nie opowiadaj mi, kto umie grać, a kto nie - wybuchnął Bob". Al Kooper podczas swojej gry spóźniał się o 1/16 z akordami, to jednak na tyle przypadło Dylanowi do gustu, że stało się cechą charakterystyczną każdego wykonania piosenki. Wydana na małym krążku "Like A Rolling Stone" była dłuższa od innych kompozycji singlowych z tamtych lat, trwała niespełna sześć minut, nie przeszkodziło jej to jednak we wspinaczce na szczyty list przebojów. Bruce Sprinsteen, który był wówczas nastolatkiem, tak wspominał swoje pierwsze zetkniecie z kompozycją: "Wiedziałem, że mam do czynienia z najostrzejszym głosem, jakiego kiedykolwiek słuchałem". John Lennon i Paul McCartney wysłuchali nagrania wspólnie, podczas spotkania, na którym zamierzali skomponować kilka nowych piosenek. McCartney, tak mówił: "Wydawał się nie mieć końca, ale był wspaniały. Bob pokazał nam wszystkim, że odrobinę dłuższe utwory wcale nie są nie możliwe do wykonania". Można by się spierać z Amerykanami, czy "Like A Rolling Stone" to na pewno najważniejszy utwór w historii rocka. Jedno jest jednak bezdyskusyjne, to utwór bardzo ważny, wręcz wybitny. Krzysztof Borowiec 24-07-2010 08:36
|