W Wielki Poniedziałek nie tylko polewamy się wodą

Dziś mamy Poniedziałek Wielkanocny czyli drugi dzień katolickiego świętowania związanego ze Zmartwychwstaniem Pańskim. W polskiej tradycji nieodłącznie Poniedziałek po Wielkiej Nocy kojarzy się jednak z jednym. – Polewane wodą przez chłopców są zwłaszcza panny. Ma to im zapewnić powodzenie i zdrowie – tłumaczy sądecka etnograf Bogusława Błażewicz.

Dawniej na Sądecczyźnie był to taki dzień, w którym chodzono w odwiedziny, składano sobie życzenia i podczas tego chodzenia oblewano się również wodą. Później zwyczaj przerodził się w zabawę młodzieży – dodaje.

Fontanna wody spadająca na nasze głowy to nie jedyna niespodzianka jaka może czekać tego dnia. Przez lata szczególnie na wsiach robiono sobie też różne psikusy. – Robiono różne rzeczy czasami nawet karkołomne. Np. zdarzało się, że chłopcy wyciągali na dach nie tylko psią budę ale potrafili rozkręcić wóz i poskładać go na zadaszeniu. Czasem zatykano komin słomą, zamalowywano okna wapnem albo błotem, żeby nie było widać, że zaczął się dzień. Tam gdzie były panny na wydaniu to zatykano drzwi słomą – odpowiada etnograf.

O ile o takich żartach dziś słyszy się rzadziej to polewanie się wodą jest cały czas aktualne. Sądeczanie podchodzą do tej tradycji w różny sposób. Dlatego, że nie dla każdego żart może okazać się śmieszny, warto być ostrożnym. – Dodatkowo trzeba też zachować zasady bezpieczeństwa – przekonuje Albert Kogut naczelnik sądeckiej drogówki.

Nie rzucajmy worków z wodą na szyby samochodów. Szczególnie na drogach czy w okolicach przejść nie polewajmy ani aut ani pieszych dlatego, że może to skończyć się wypadkiem – dodaje. 

Żeby święta wspominać dobrze, warto sięgnąć więc po inne tradycje. – Dawniej gospodarze robili krzyże z wikliny czy też palmy, którą się święciło w Wielkim Tygodniu. Zabierało się wodę poświęconą w Wielką Sobotę, szło się na pola, wbijało krzyże i święciło plony. Było to poświęcenie Bogu tego co miała urodzić ziemia – opowiada ks. Jerzy Jurkiewicz proboszcz parafii św. Małgorzaty w Nowym Sączu.

Gospodarzy kultywujących taką tradycję jest jeszcze wielu w różnych rejonach Małopolski. Jednak krzyże z powiewającymi wstążkami możemy zobaczyć nie tylko na wsiach, ale też w miejskich ogródkach.

Posłuchaj:

Maria Mółka